Takie babskie sprawy

Mężczyzna hehe Inny umysł, inne spojrzenie na świat, inna emocjonalność. Niektórzy faceci są beznadziejni, inni interesujący, jeszcze inni niesłychanie intrygujący. Z tymi ostatnimi miło jest flirtować, prowadzić niekończące się dysputy na temat sytuacji ekonomicznej, politycznej lub muzyki. Najmilej jest mieć takiego niesłychanie intrygującego i oswojonego faceta w domu  kocham 

Ale nawet z najbardziej boskim egzemplarzem rodzaju męskiego nie można  wyczerpująco omówić pewnych niezmiernie istotnych dla każdej kobiety zagadnień. Wiecie o co mi chodzi? Na przykład – na pytanie

– „kochanie idę do fryzjera, chciałabym coś zmienić, może kolor? może zetnę włosy? Jak myślisz?”

Zapewne 99,9 % facetów odpowie – albo „nie wiem” albo „Rób co chcesz” albo „Nic nie zmieniaj”. Może połowa doda – „Tak jest dobrze”. I koniec rozmowy. A gdy zadamy to pytanie psiapsiółce? Można wtedy rozważyć wszystkie za i przeciw i po trzech godzinach rozmowy, przeplatanych wstawkami typu: „a właśnie Marzenka zmeniła kolor włosów – widziałaś ….” dojść do wniosku, że zmiana jest potrzebna, co oczywiście nie znaczy, że przed zmianą wyglądasz fatalnie.

Ech, już niemal o tej prawidłowości zapomniałam. Przed GBSem była tylko praca, praca, praca, dom, dziecko, dziecko, mąż. Spotkania z kumpelami szybkie, zawsze w biegu bo to trzeba odebrac dziecko z przedszkola, to położyć dziecko spać …. 

I większość, jeśli nie wszystkie, małych zwykłych babskich przyjemności odchodzi w zapomnienie? Wielogodzinne pogaduchy z kumpelami, rytuały wmasowywania kremów, balsamów, maseczek itp.? Ploty. Komentowanie rzeczywistości? Wszystkie tak macie? Czy tylko spora większość?

Owszem Misiaczek jest boski. Ale jest tylko i aż mężczyzną. A z facetem nie zawsze da się porozmawiać o wszystkim. To nie jest zarzut. Tak już poprostu jest. Ale w życiu liczą się nie tylko konkrety, skrajne emocje, dane ekonomiczne. jesteśmy szczęśliwi również dzięki wspomnieniom, małym uśmiechom, niekończącym się rozmowom o emocjach, analizom kto co powiedział i co miał na myśli.

Mój GBS miał również dobre strony. Był okresem babskich rozmów. W szpitalu co drugi dzień toczyłyśmy z psiapsiółą długie rozmowy. O wszystkim i o niczym. O łatwych i przyjemnych rzeczach oraz o tych najbardziej bolesnych. Między jedną kroplówką a drugą komentowałyśmy wady kobiet, walory facetów. Jednego dnia zrobiłyśmy sobie szpitalne SPA. Psiapsióła przyniosła peeling i maseczkę. Odżywiona skóra odżywiła trochę moją duszę. Fajnie było. Tak jakbyśmy znów miały 15 lat 🙂

Potem poszłam do ośrodka rehabilitacyjnego. Po tygodniu mojego egzystowania w ośrodku zjawiła się nowa współlokatorka – Emilka. Kobieta w wieku mojej mamy. Pomyślałam sobie „Szkoda, że nie dali mi jakiejś młodszej dziewuszki. Powinni starać się dobierać osoby zamieszkujące w pokojach wiekiem”.  diabe   

Emilka pewnie popatrzyła na mnie i pomyślała „Oj, kiepsko będzie mi mieszkać z taką młodą dziewczyną na wózku. Taka zamknięta, smutna”.

I dobrze, że tak pomyślałyśmy, i nie zaczęłyśmy imprezować od pierwszego dnia, bo jeszcze byśmy się tak rozkręciły, że by nas wyrzucili z ośrodka. Okazało się, że Emilka jest boska. Po pierwsze tkwi w niej młoda dziewczyna, bo dogadywałyśmy się idealnie, a po drugie Emilka miała charakter niemalże idealny z charakterem moje psiapsióły. Te same spojrzenie na świat, to samo podejście do życia, a zwłaszcza do facetów 😉 to samo poczucie humoru, ta sama bezpośredność, słowotok 🙂 (nie powiem, że obie są gadułkami 😉 ale obie mają bardzo dużo do powiedzenia i obie bardzo o mnie się troszczyły. Dzięki Emilce w ośrodku czułam się jak na koloniach z psiapsiółą – 25 lat temu. Dopóki nie zaczęłam chodzić gadałyśmy godzinami w pokoju. Potem zaczęłyśmy wypuszczać się na spacerki. A jak zaświeciło słonko to każdy dzień wyglądał tak samo.

Rano – przychodzi pielęgniarka mierzyć Emilce ciśnienie. Za każdym razem pielęgniarka się dziwi, że ciśnienie takie wysokie 🙂 łatwiej się dziwić, niż zareagować. Ja powoli otwieram oczy.

Potem śniadanko. Rozgadujemy się jak zwykle, patrzymy jaki rehabilitant jakim samochodem przyjeżdza do ośrodka. Kto kogo podwozi  hehehe  Jak zwykle biegnę spóźniona na ćwiczenia. Wracam do pokoju i zdaję relacje kto dziś dyżuruje na sali ćwiczeń. Pogaduchy, pogaduchy. Emilka idzie na salę ćwiczeń. Po chwili ja idę na zajęcia indywidualne. Jak skończę wychodze na ławeczkę – Emilka tam na mnie zawsze czeka. Nie sama. Jak zwykle daje się podrywać – a to Józek, a to Jurek a to Radyjko  oczko 

– I co ten Twój był dziś? – pyta się Emilka mając na myśli rehabilitanta, który mnie prowadzi.

– Taaa. Wymęczył mnie. – odpowiadam – a ja jak zwykle się spóźniłam. Chyba wracam do zdrowia, bo znów zaczynam się spóźniać.

Emilka się śmieje, po chwili pyta:

-A mój żółwik jest?

-Jest 🙂 Czeka specjalnie na Ciebie.

Żółwik to ksywa rehabilitanta, który masował Emilkę. Jego powolność i „brak energii życiowej” poprostu nas „żywe” dziewczynki porażały. Ale podobno zawsze robił dobrze Emilce. To znaczy bardzo delikatnie ale jednocześnie skutecznie rozmasowywał jej szyję albo bioderko. Aaa i podobno ładnie pachniał. Ja nie miałam przyjemności być obsługiwaną przez Żółwika.

Na ławeczkach czekałyśmy aż przyjedzie catering z obiadkiem. Po obiadku Emilka szła na chwilę przyjemności do Żółwika a ja czytałam książki. Po jej powrocie robiłyśmy szybko kawkę i Emilka wyciągała pyszną babkę. Wcinałyśmy i ja biegłam z pełnym żołądkiem na ćwiczenia. Ale to były fajne czasy:)

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: