O nim śnisz – facet z marzeń…

Leżeliśmy już w łóżku. Małżeńskim. Sami. Tylko ja i mąż. Nawet kot wyjątkowo się nie pchał. Wieczór. Klimat romantyczny. Kończy się weekend. I nagle pojawił się ON… mężczyzna nie z tej ziemii, facet zjawiskowy, niezwykły, wyjątkowy.
Najpierw przysiadł grzecznie na rogu łóżka, ale już po chwili wlazł na środek i nie opuszcza nas do dziś. Muszę Wam o nim opowiedzieć.
Pan Z… powiedzmy Zygmunt pojawił się u nas w piątek. Chciałabym napisać, że nie proszony, ale nie byłoby to zgodne z prawdą. Mąż zaprosił do nas doradcę finansowego, z którym planował porozmawiać o swojej przyszłości. Finansowej, ma się rozumieć. Chcąc skorzystać z mojego wykształcenia oraz błyskotliwości, bystrości… i innych zalet, które mogłabym wymieniać godzinami ;), poprosił bym mu towarzyszyła.
Mężowi się nie odmawia. Poszłam więc grzecznie i przywitałam się z Zygmuntem.
Nie. Nie będę pisała jak Zygmunt wyglądał. Wygląd przecież nie jest ważny. Liczy się to coś! Coś co odróżnia Cię od szarej masy.
Zygmunt o tym wiedział. Zaczął od wyróżniania się. Podał nam swoje wizytówki. Dr hab. Uuuuu.
– To ja może na początku powiem kilka słów o sobie. Bo tak się przyjęło, że prawie wszyscy doradcy finansowi są bankowcami, z wykształceniem ekonomicznym. Ja jestem biologiem. Specjalizowałem się w chorobach roślin. Jak widać nie trzeba być ekonomistą. Giełdy uczyłem się sam, na własnych pieniądzach. Zwłaszcza na tych straconych.
Zygmunt zaczął opowiadać o inwestowaniu na giełdzie.
Hm. Coś ukuło moje udo. Ups. Scyzoryk otworzył mi się w kieszeni. Poruszyła mnie jego wypowiedź 🙂 Zwłaszcza, że ja jestem ekonomistą.
– W czym mogę Państwu pomóc? – spytał Zygmunt.
– Widziałem Państwa reklamę, dotyczącą planu oszczędnościowego. Wpłaca się miesięcznie trzysta złotych…
– Phi! – prychnął Zygmunt. – No tak. Ludzie już chyba nauczyli się, że reklamom nie należy wierzyć – roześmiał się. – Tej też wierzyć nie można.
Spojrzałam ukradkiem na męża. Poczułam się urażona, za niego. I gotowa skończyć spotkanie.
Zygmunt kontynuował opowieści o giełdzie. Spojrzałam na zegarek. 14:10
– Widzieli Państwo naszą stronę internetową?
– Nie – odpowiedzieliśmy.
– To ja może pokażę.
Zygmunt wyjął na stół coś, co przypominało deseczkę, małą sklejeczkę.
– Nie chodzi  o to, żeby epatować gadżetami… – prychnął niby od niechcenia i naszym oczom ukazał się ipad.
Nie ukrywam. Gadżet wydłużył moją zdolność koncentracji o jakieś trzy minuty.
Zygmunt opowiadał o wskaźnikach, stopach wzrostu i innych bajerach. Oczywiście na przykładach. Oczywiście lejąc wodę, omijając ważne tematy, konsekwentnie unikając fachowego słownictwa. Zupełnie tak samo, jak ja gdybym musiała powiadać jak… wybudować dom, albo jak zbudowany jest samochód. W niektórych miejscach oczywiście zaskakiwał nas niespodziewanie.
– Oczywiście, może pan wpłacać, te trzysta złotych miesięcznie. Może za dziesięć lat zbierze się większy kapitał. Oczywiście nie mogę panu zagwarantować, że będę nadal pracował w tej firmie. Baaa, nawet nie wiadomo, czy za dziesięć lat firma będzie istniała!

Po czterdziestu minutach nadal nie wiedziałam nic. Jaki produkt/usługę finansową chciałby nam zaproponować? Jakie są plusy, jakie minusy, jakie koszty, opłaty wejściowe itp.
O przepraszam. Wiedziałam jedynie, że Zygmunt uważa siebie za wybitnie bystrego specjalistę i czeka, aż pokochamy go tak mocno, jak on kocha siebie.
Gdy skończyły mu się przykłady, zamilkł na kilka sekund.
– To ja może powiem jeszcze kilka słów o firmie?
O nie! Nie wytrzymałam. Nie wiele jest mężczyzn budzących we mnie tak żywe uczucia. Facet musi się postarać. A ten – prezentował wyjątkową mieszankę braku inteligencji, błyskotliwości, pewności siebie i buractwa.
– Nie! Może przejdzie Pan do konkretów?
– Konkretów? – zdziwił się.
– Konkretów!
– Co pani ma na myśli?
Upss. Chyba Zygmunt nie zaplanował konkretów na dziś.
– Mąż chciał się z panem spotkać w konkretnej sprawie, wybrał ofertę…
Zygmunt patrzył na mnie zdziwiony. Złapał za plik kartek.
– Tu wszystko jest napisane, ja to państwu zostawię. Poczytacie sobie. To przecież nie tajemnica. To ja może państwu pokażę jeszcze jedno zestawienie, robiłem sobie ostatnio zestawienie takiego funduszu…
Odczekałam dwie minuty i wyszłam. Zostawiłam Zygmunta miziającego swojego ipada.
Zrobił jednak na mnie tak ogromne wrażenie, że do dziś na zmianę wybucham śmiechem i wykrzywiam się z obrzydzenia…
On nie musiał epatować gadżetami…
Wystarczy, że epatował sobą!!!

 

8 myśli na temat “O nim śnisz – facet z marzeń…”

  1. Jeżeli bycie doradcą finansowym jest głównym zajęciem tego człowieka, to wielkich sukcesów nie wróżę ani jemu, ani tym bardziej podmiotowi, który takie osoby zatrudnia… Szczęśliwie nie mam potrzeby konsultowania swoich decyzji inwestycyjnych z takimi „samorodnymi talentami”, co własną niewiedzę oraz lenistwo starają się przedstawić jako zaletę i… nie narzekam. Szczerze gratuluję sporej cierpliwości lub nadmiaru wolnego czasu. 😉

    Polubienie

  2. Dołączam do Psychopatki!Od kilku dni tu nie zaglądałam i brzuch mnie boli ze śmiechu!!! Rewelacja!Pan doradca zapewne tego bajerankiego Ipad miał służbowego, prawdopodobne, że gajerek i żel na włosach również :)Gratuluję zdjęć i współczuję biegać z powrotem z tym butem i jego zabezpieczeniem, a i jakby co to w moim miasteczku mamy więzienie, więc „zapraszam”… codziennie będziesz miała inną książkę na widzeniu ze mną 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: