Ona czy ja? – część III

(nowym gościom polecam lekturę poprzednich dwóch odcinków Ona czy ja? )

 

Zaraz zaleje mnie krew, jasna cholera strzeli, wszystkie plagi egipskie zagnieżdżą się w moim umyśle. Julka się rozchoruje, zacznie kaszleć, dostanie wysokiej gorączki i wymarzone wakacje zmienią się w szpital polowy. Klimatyzowany szpital – na Majorce. Siedzę na spiętych pośladkach i zamiast pakować świeżo wyprasowane ciuchy do walizki drżę w oczekiwaniu na jutro.

Jutro ostatni dzień przed wakacjami. Jesteśmy zwarci, gotowi i o dziwo zdrowi. Udało się wyeliminować katar u Julki, a mój ból gardła uciekł niespostrzeżenie. Przez ostatnie dwa tygodnie dmuchaliśmy i chuchaliśmy na Julkę, byleby tylko nie przeziębiła się przed wyjazdem. Nie wyobrażam sobie wakacji z chorym dzieckiem. Obserwowanie wakacyjnego otoczenia, gdy wszyscy dookoła piją colę, jedzą lody, nie wychodzą z basenu, a dziecko – nie może niczego. Może to wpędzić w depresję nawet najtwardszego dorosłego… a co dopiero pięciolatkę.

Dzisiaj Julkę z przedszkola odebrała babcia. Przecież nic jej się u niej nie stanie, a ja przynajmniej w spokoju będę mogła prasować, pakować i ogarniać dom. Miałam ją odebrać w okolicy dobranocki. Wsiadłam zadowolona o dziewiętnastej do samochodu. Po kilku minutach zaparkowałam przy domu sąsiadki i poszłam do teściów.

– Julka jest u sąsiadki. Chodź, chodź. Kawkę ci zrobię, albo herbatkę – zachęcała teściowa.

Zawahałam się chwilę, czy aby moja odmowa nie zostanie źle odebrana. Pora już późna. Dziecka nie ma w domu. Poczułam matczyny niepokój, ale szybko się skarciłam. Nie mogę robić z siebie kwoki. Nie ma dziecka. Jest u sąsiadki. Bawi się z jej córką. Nic wielkiego. Przecież jeszcze nie jest późno.

Z grzeczności usiadłam na chwilę, stanowczo odmawiając trunków, które mogłyby przedłużyć wizytę. Po dwudziestu minutach zerwałam się, może trochę obcesowo, ale uznałam, że o wpół do ósmej moje dziecko powinno być już w domu. Poszłam po nią.

Dziewczynki biegały po ogrodzie. Temperatura powietrza około 16 stopni. Od kilkudziesięciu minut mży. Spojrzałam na jej tenisówki. Całe mokre. Zdjęłam but z jednej nogi. Skarpetka mokra aż do kostek!

– Masz mokre skarpetki! – powiedziałam z wyrzutem, do córki oczywiście, bo przecież to jej buty.

Sąsiadka poczuła się w obowiązku wytłumaczyć.

– Ja im mówiłam, żeby nie wychodziły, bo będą miały mokre buty. Teściowa mówiła, że przyjedziesz o siódmej, więc uznałam, że przez tą chwilę nic się jej nie stanie.

Zalała mnie krew i trafiła jasna cholera, zwłaszcza, że Julka zaczęła stroić fochy. Późna godzina. Dziecko bez kolacji. W naszej rodzinie głód powoduje złość. Pożegnałam się szybko, starając się nie robić afery. Dla kogoś to tylko mokre buty. Dla mnie to mokre skarpetki i zmarznięte stopy na 48 godzin przed wyjazdem na wakacje.

Cholera! Jeśli Julka się rozchoruje będę miała za swoje! Grzeczności mi się zachciało. Trzeba było zabrać dziecko i bez ociągania wrócić do domu. Cholera! Jestem nieodpowiedzialna!

2 myśli na temat “Ona czy ja? – część III”

    1. Aniu, Ona czy ja? – to moje szalone opowiadanie, które publikuję na blogu w odcinkach, wspominałam o tym wcześniej na blogu, ale chyba zrobił się bałagan :(Opowiadanie powstawało w lipcu/sierpniu – zeszłego roku 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: