Wino i … wino i … spacer, bo za spacer nie zapłacę

Człowiek ma niesamowitą umiejętność zatapiania się w tłumie. Zatraca swoją indywidualność i ukrywa się za plecami innych, obcych, nieznanych sobie ludzi. Anonimowość czyni nas pewniejszymi siebie. Prawdopodobnie.

Walentynki, w pewnym sensie pięlęgnują anonimowość, bo można Swojej Wielkiej (lub Chwilowo Aktualnej) Miłości przesłać wyznanie uczuć i podpisać się Gal. Anonim. Obserwator. Zawsze Twój X.

W pewnym jednak sensie sprzyjają zrzuceniu maski, wyjściu z tłumu i wykrzyczenia (z siłą, z nieśmiałością czy z uśmiechem na twarzy) KOCHAM CIĘ. Ja! Właśnie ja. Nie kto inny. Weź mnie, lub rzuć. Z ufnością oddaję się w Twoje ręce 😉

W walentynkowo niespodziewany wieczór trzydzieści par (okrutnie dorosłych i okropnie odpowiedzialnych rodziców, którzy codziennie z wywieszonymi językami biegną w sztafecie – dom – przedszkole – praca – przedszkole – dom, starając się zachować punktualność) z ufności oddało się do dyspozycji prawdopodobnie najlepszego przedszkola w świecie 😉

Zlaliśmy się wszyscy w nieduży tłumik, i nagle prawie nikt nie chciał się wyróżniać i stawał na rzęsach, by nie usiąść w pierwszym rzędzie. Wiadomo było, że czeka nas COŚ niewiadomego, a to budzi lęk pierwotny 😉

Anonimowy tłum został przepięknie rozbity przez właścicieli przedszkola przedstawieniem każdej pary rodziców oraz pytaniami do każdej pary o to, w którym wieku datuje się początek ich miłości oraz w jakich okolicznościach wybuchła ich miłości.

Nie próbowałam nawet zapamiętać nazwisk wszystkich obecnych, ale miłosne historie oczywiście zapisałam na twardym dysku. Cholera jasna, miłość można spotkać wszędzie, przerażające to odkrycie … Singielki i Single, miejcie się na baczności. Schronisko w górach, pociąg, bunkry, impreza, praca, ulica.

Ale wracając do walentynkowej niespodzianki. Nagle pojawił się facet, garnitur i kontrabas. W formie scalonej oczywiście – facet w garniturze z kontrabasem w ręku. Zaczął szarpać struny swojego instrumentu, zaintonował utwór, chyba z dwudziestolecia międzywojennego i zachęcał nas do wspólnego śpiewania.

Przez chwilę empatycznie obserwowałam występującego Tomka Grdenia (znacie go pewnie z Mam Talent). Rany, taki kameralny występ to mistrzostwo świata, niczym nie porównywane do wielkich koncertów. Madonna wychodzi na scenę (już nie długo wyjdzie w Polsce, hurra!!!) śpiewa i wszyscy ludzie zlewają się w jedną wielką ciemną masę. Bezkształtną plamę.

Tomek Grdeń śpiewał, opowiadał i patrzył na nasze twarze odczytując z nich rozbawienie, zadowolenie lub znudzenie. Hm. Podziwiam.

Znudzenia na szczęście nie było 😉 Była za to świetna zabawa 🙂 Dobry sposób na Walentynki 🙂

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: