Wyspiarsko

Tak sobie myślę…
To zupełnie nie tak miało być.
Nie powinnam urodzić się w Poznaniu, lecz na Majorce albo przynajmniej kreteńskiej wyspie (nie mylić z kretyńską).
Miałabym wszystko pod ręką. Morze i góry. Piasek i trawę. Nie męczyły by mnie alergie.
Leżałabym sobie w cieniu, podczas wielogodzinnej sjesty i narzekała, jaki dziś męczący upał. Później poszłabym do pracy, a może bym nie poszła, bo przecież dla wyspiarzy pojęcie czasu jest bardzo względne.
„Jeśli Kreteńczyk mówi, że przyjdzie za pięć minut, to proszę nie brać tego zbyt dosłownie” – czytam w przewodniku.
Albo wiem, w ogóle bym nie szła do pracy.
Leżałabym w cieniu i pisała. Kolejną powieść. Trzydziestą. Historię kryminalną mewy, która była świadkiem zabójstwa, i musi się teraz ukrywać przed mafią.
Pisałabym a morski wiatr owiewałby moje ciało. Duże ciało. Bo leżąc przez cały dzień, wcinałabym ciastka z kremem.
Gdybym miała ochotę na sport, popatrzyłabym na góry. Ach …. powspinać się na nie, było by cudnie. Tylko po co się tak pocić?
Przy czterdziestej książce miałabym 150 kg czystej wagi, oliwkową skórę i uczucie, że czas  w ogóle nie płynie. Stałabym się jeszcze większym odludkiem.
Codziennie budziłoby mnie palące słońce… Aż w końcu, któregoś dnia, pomyślałabym:
„Cholera jasna. Co za monotonia. Słońce świeci i świeci. Morze szumi ciągle tak samo. Góry jak stały, tak stoją. Nic się nie dzieje. Zero akcji. Żeby ktoś jeszcze z nich spadł! Nie. Jak na złość! Nawet komarów nie ma.”
I zatęskniłabym wtedy za Polską. Nieprzewidywalną pogodą, strajkami taksówkarzy, skwaszonymi minami mijanych przechodniów, trąbiącymi samochodami …”

Niestety, nie urodziłam się na wyspie.
Jednak gdyby ktoś chciał mi podarować fajną miejscówkę na Majorce, lub Krecie – oczywiście nie pogardzę 😉

Blog jest dla mnie …

Blog jest dla mnie …
Drogi blogerze, zastanawiałeś się kiedyś czym dla Ciebie jest blog?
Ja zadałam sobie to pytanie niedawno, gdy ruszył konkurs „Blog jest dla mnie…”.
Pytanie tylko pozornie jest łatwe 😉

Po pierwsze trzeba napisać o sobie (a o sobie podobno mówić najtrudniej – tylko czy to dotyczy pisania).
Po drugie – trzeba udzielić szczerej odpowiedzi (a ze szczerością w dzisiejszych czasach bywa różnie).
Po trzecie – trzeba napisać odpowiedź i wysłać ją na konkurs na adres blogostan@onet.pl (to już jest jakiś wysiłek).
Po czwarte – trzeba odrobiny cierpliwości – bo wyniki opublikowane zostaną  7 lipca – piękna data, 7.07, matematycznie, symetrycznie, magicznie. (na czekaniu na wyniki nabawiłam się ostatnio odcisku na palcu odświeżającym stronę ;))

Ale warto wziąć udział, bo można wygrać książkę „Blogostan” 🙂
Szczegóły o konkursie Repliki, któremu patronuje platforma blogowa blog.pl znajdziecie na www.blogostan.blog.pl klikając u góry zakładkę konkurs.

Czym dla Ciebie jest blog??????

Awariom mówię nie :(

Nawet gdybym chciała coś tu napisać, awaria Onetu skutecznie mnie zniechęca. Trwa od kilku tygodni i utrudnia życie nam wszystkim.
Blogi znikają, posty znikają, komentarze znikają. W ich miejsce pojawia się irytacja i złość.
Ostatnio próbowałam zrobić porządki na blogu i kilka czynności, które normalnie zajęłoby mi najwyżej piętnaście minut, wykonywałam przez cały dzień. Wrzuciłam też trailery „Blogostanu” do kategorii trailery (chociaż nie wiem, czy będą widoczne :()
Masakra.
Dlatego też do usunięcia awarii nic tu nie napiszę 😦

Znaleźć mnie możecie na http://www.opiatbojarska.blog.pl

A „Blogostan” już w najbliższy poniedziałek pojawi się w najlepszych księgarniach!
Tym, którzy preferują zakupy internetowe polecam szybkie i tanie zakupy tu:
http://www.benefit.sklepna5.pl/towar/2/blogostan.html 

Blogosfera

Do tematu tego przymierzałam się wielokrotnie. Raz zaszłam go z lewej, raz z prawej strony. Niestety długo nie wiedziałam jak go ugryźć, by w krótkiej formie blogowej przekazać wszystko to, co chcę powiedzieć. (A wszystkim chyba wiadomo, że jeśli już chcę coś powiedzieć to musi to być coś ważnego ;))
Aż w końcu uznałam, że odpowiednią formą dla tego tematu będzie książka. Zarządziłam więc by główna bohaterka, Sylwia, w wolnych chwilach spisywała swoje myśli na blogu. Tak zaistniał temat blogów w mojej nowej książce.

Blog w książce? Głupota? Być może 😉
Ale trudno udawać, że w naszej rzeczywistości nie funkcjonują blogi, brak jest internetu, portali społecznościowych i komunikatorów internetowych.
Blogów przybywa z dnia na dzień. Pisać każdy może, prawda? Pisać, publikować i czytać siebie. Podobno chcących pisać jest dużo więcej, niż potencjalnych czytelników 😉

Oczywiście blogi mają różny charakter. Dziś nie chodzi mi o te profesjonalne, firmowe czy marketingowe. Dziś myślę o blogach opisujących życie blogerów. I mam taką jedną refleksję, nie wiem, czy się z nią zgodzicie?

Blog jest jak okno, które bloger otwiera. 
Publiczność spogląda w jego stronę z ciekawością. Poświęca temu krótką chwilę, między wyszukiwaniem materiałów niezbędnych do egzaminu, pisaniem pracy magisterskiej czy podpisywaniem dokumentów a rozmową z kontrahentem.
Publiczność ma jednak bardzo ograniczone pole widzenia.
Nawet jeśli bloger otwiera okno na oścież, widzimy tylko to co jest za oknem. Uśmiech blogera, radosnego kwiata, czy fotkę z wakacji.
Nie mamy pojęcia, czy odwracając się od okna uśmiech blogera nie znika, czy w jego oczach nie pojawiają się łzy.
To co widzimy to wycinek rzeczywistości, a raczej subiektywnie szczera relacja z wycinka rzeczywistości…
Prawda?
Czy fałsz?

Viva!

Są ludzie, z którymi spotykasz się, powiedzmy, już dziesiąty raz. Mimo pozornej uprzejmości i przymuszonych uśmiechów czujesz, że od rozmówcy bije lodowaty chłód. Męczysz się i wijesz z bólu, jak karp kupiony u przydrożnego sprzedawcy, niesiony w foliowej reklamówce do domu.

To spotkanie było zupełnie inne. Mimo chłodu panującego na dworze, siedziałyśmy ukryte w kawiarnianej piwniczce. Dwie kobiety rozmawiające o życiu. To było nasze pierwsze spotkanie, ale miałam wrażenie, jakbyśmy znały się od dawna, a dystans związany z spotkaniem obcej osoby zostawiły za drzwiami.

Efekty tego szczerego i pełnego emocji spotkania Ani Maruszeczko ze mną możecie zobaczyć w najnowszej Vivie! Padają odpowiedzi na pytania, których nit wcześniej nie odważył się zadać.
Aaa, to co zobaczycie, to nie tylko efekt miłej rozmowy dwóch boskich kobiet 😉 To efekt pracy Ani Maruszeczko (autorki tekstu), Uli Szczepaniak (która goniła mnie z aparatem fotograficznym ;)) oraz Pawła Bik (który zadbał o mój look ;)).
Aaa, no i trochę też mojej pracy, bo przecież musiałam się uśmiechać do wielkiego aparatu Pani Uli 😉
Polecam

  

Staruszka…

„czuję się czasem jak staruszka, która żyje wspomnieniami a przed sobą już życia nie ma …”

Tak napisała wczoraj Ania, a mnie zalała fala smolistych emocji.
Jeszcze nigdy się czytałam/słyszałam równie smutnej wypowiedzi. Wydaje się być ona tak boleśnie głęboka i przerażająca, że nawet nie mieści się w określeniu „smutek”.

Nie, nie przeraża mnie to, że „przed sobą życia nie ma …”. Sama kiedyś nie miałam,a przynajmniej tak mi się wydawało.

Dotyka mnie obraz staruszki siedzącej na drewnianym taborecie, bez przerwy wspominającej wydarzenia przeszłości. Boże, jaka ona musi być nieszczęśliwa, jeśli nie chce patrzeć przed siebie … jeśli patrzy i nie widzi nic.
To musi być okrutna świadomość, która dobija człowieka każdego dnia.

„czuję się czasem jak staruszka, która żyje wspomnieniami a przed sobą już życia nie ma …”

Tak wczoraj napisała Ania – mama znanego Wam Kubusia, chłopca, który uśmiecha się radośnie z każdego zdjęcia, które mam (jedno z nich jest opublikowane na blogu).
Ania, wspaniała dziewczyna, która jak lwica walczy o każdy najmniejszy postęp w rehabilitacji swojego synka.
Napisała, a na mnie słynęła część jej żalu, smutku, bezsilności … i chciałabym wierzyć, że chociaż o tą właśnie część poczuła się lżejsza. Naiwna jestem? Wiem.

„czuję się czasem jak staruszka, która żyje wspomnieniami a przed sobą już życia nie ma …”

Tak wczoraj napisała Ania. Obecność słowa CZASEM w jej wypowiedzi odrobinę mnie uspokaja. Bo przecież czasem wszyscy czujemy się przygnieceni przez życie.

Polityka prorodzinna

Siedzę w restauracji w mężem i dzieckiem, a moje myśli krążą wokół polityki prorodzinnej.

Ha, wybaczcie, ale według mnie słowa „rodzina” i „polityka” nie powinno zestawiać się w jednym zdaniu. Chyba, że dla celu zbudowania wybitnie wysublimowanej groteski.

Becikowe to dla mnie jedyny obraz polityki prorodzinnej naszego kraju.
Zastanawiam się co za blondyn wymyślił becikowe? Nagrodę pieniężną za narodziny dziecka? Dlaczego kilkaset złotych miałoby zachęcać ludzi do kopulowania i powiększania rodzin. Hm. Ciekawe …

Wróćmy do restauracji.
Wiecie jak wygląda wypad z małym dzieckiem do restauracji? Zazwyczaj tak, że na długo odechciewa się powtórek.
Znacie dziecko, które ma mniej niż osiem lat i grzecznie siedzi przy restauracyjnym stole przez przynajmniej półtorej godziny? (czytanie menu, wybieranie potraw, zamawianie, oczekiwanie na przygotowanie potraw, oczekiwanie, aż wszyscy zjedzą, oczekiwanie na rachunek jakby nie było potrwa przynajmniej półtorej godziny)?

Znacie? Nie! Nie można brać pod uwagę dzieci nieustannie sztorcowanych przez rodziców i przez to bojących się oddychać bez ich zgody, czy dzieci uspokojonych hydroksyzynkami i innymi środkami farmaceutycznymi.

Chodzi mi o dzieci zdrowe.
Zdrowe dziecko jest pełne energii. Po kilku/kilkunastu minutach słuchania rozmów dorosłych zaczyna się kręcić, nudzić, rozglądać i pytać.
– A kiedy?
– Kiedy pani przyniesie zupkę?
– Kiedy zjecie?
– Kiedy pójdziemy do domu?
Rodzice zaczynają się denerwować, aż w końcu zmęczeni i średnio zadowoleni zbierają się do domu.
I jak tu myśleć o powiększaniu rodziny?

Siedzę sobie w restauracji. Tak wyjątkowej, że sama zastanawiam się czy to przypadkiem nie iluzja.
Już przy wejściu mali goście mogą wybrać sobie plastikowe sztućce, kolorowe talerzyki. Po zjedzeniu posiłku dzieci biegną do kącika pełnego zabawek, a rodzice zostają przy stolikach i mogą delektować się niespieszną atmosferą poobiedniego relaksu.
To prawdziwie prorodzinna restauracja …