Polityka prorodzinna

Siedzę w restauracji w mężem i dzieckiem, a moje myśli krążą wokół polityki prorodzinnej.

Ha, wybaczcie, ale według mnie słowa „rodzina” i „polityka” nie powinno zestawiać się w jednym zdaniu. Chyba, że dla celu zbudowania wybitnie wysublimowanej groteski.

Becikowe to dla mnie jedyny obraz polityki prorodzinnej naszego kraju.
Zastanawiam się co za blondyn wymyślił becikowe? Nagrodę pieniężną za narodziny dziecka? Dlaczego kilkaset złotych miałoby zachęcać ludzi do kopulowania i powiększania rodzin. Hm. Ciekawe …

Wróćmy do restauracji.
Wiecie jak wygląda wypad z małym dzieckiem do restauracji? Zazwyczaj tak, że na długo odechciewa się powtórek.
Znacie dziecko, które ma mniej niż osiem lat i grzecznie siedzi przy restauracyjnym stole przez przynajmniej półtorej godziny? (czytanie menu, wybieranie potraw, zamawianie, oczekiwanie na przygotowanie potraw, oczekiwanie, aż wszyscy zjedzą, oczekiwanie na rachunek jakby nie było potrwa przynajmniej półtorej godziny)?

Znacie? Nie! Nie można brać pod uwagę dzieci nieustannie sztorcowanych przez rodziców i przez to bojących się oddychać bez ich zgody, czy dzieci uspokojonych hydroksyzynkami i innymi środkami farmaceutycznymi.

Chodzi mi o dzieci zdrowe.
Zdrowe dziecko jest pełne energii. Po kilku/kilkunastu minutach słuchania rozmów dorosłych zaczyna się kręcić, nudzić, rozglądać i pytać.
– A kiedy?
– Kiedy pani przyniesie zupkę?
– Kiedy zjecie?
– Kiedy pójdziemy do domu?
Rodzice zaczynają się denerwować, aż w końcu zmęczeni i średnio zadowoleni zbierają się do domu.
I jak tu myśleć o powiększaniu rodziny?

Siedzę sobie w restauracji. Tak wyjątkowej, że sama zastanawiam się czy to przypadkiem nie iluzja.
Już przy wejściu mali goście mogą wybrać sobie plastikowe sztućce, kolorowe talerzyki. Po zjedzeniu posiłku dzieci biegną do kącika pełnego zabawek, a rodzice zostają przy stolikach i mogą delektować się niespieszną atmosferą poobiedniego relaksu.
To prawdziwie prorodzinna restauracja …

2 myśli na temat “Polityka prorodzinna”

  1. Czy taka restauracja naprawdę istnieje? GDZIE???! Jaka szkoda, że nie wiedziałam o niej wcześniej, teraz Młodego już się nie przekupi zabawkami, by pognał do kącika. A szkoda. Uwielbiałam patrzeć na jego uśmiechniętą buźkę w różnych centrach handlowych gdzie były kąciki dla dzieci. Gdzie nawet się nie pożegnał tylko od razu nurkował w basenie z kulkami, pędził na zjeżdżalnię a gdy wracaliśmy z zakupów pytał zawiedziony. „To już?”Tak, przydałoby się trochę takich prorodzinnych miejsc.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: