Ona czy ja? – część VII

Poniedziałek 1 sierpnia, godzina 17.30

Wsiąkam. Staję się plażą. Wiatrem. Patrzę na zachodzące słońce i czuję, że oddaje mi swoją energię. Kosmiczną energię. Szkoda, że nie mogę zostać tu na zawsze. Wiem, wiem. Wieczność nie wchodzi w grę, ale chociaż jedną noc! Mogłabym spędzić ją na plaży.

Nie mogę. Od naszego przyjazdu minęło dwadzieścia godzin. W tym czasie odpowiedziałam przynajmniej na dwieście pytań. Julka zadawała ich o wiele więcej, ale niektóre lekceważyłam, skoro ona lekceważyła moje odpowiedzi.

– Mamo, kiedy pójdziemy na basen?

– Jak zjemy obiad.

– Kiedy pójdziemy na basen? – Julka po trzech minutach zaczyna od początku.

– Czy zjedliśmy już obiad? – pytam ironicznie wpychając sobie do buzi frytki.

– Nie.

– No właśnie.

Basen to pikuś. Julka pytała jeszcze: kiedy pójdziemy nad morze, kiedy pójdziemy na obiad, kiedy pójdziemy na kolację, kiedy pójdziemy na deser, kiedy wypijemy colę, kiedy mogę iść na animacje, kiedy pobawimy się na placu zabaw, kiedy pójdziemy na konika, kiedy będzie na mini disco, kiedy przyjdzie pani rezydentka (przez Julkę zwana panią prezydentką). Pytała nie raz, nie dwa, nie trzy…

Aaaaa! Nie wytrzymam. Ja chyba nigdy nie byłam taka marudna i niecierpliwa. Po kim ona to ma? Szkoda, że nie zagubiłam się na lotnisku. Szkoda, że nie jestem dzieckiem.

Jeden komentarz na temat “Ona czy ja? – część VII”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: