Ona czy ja? – część I

Tonę.Tym razem nie we łzach… tylko w praniu.

Dokładnie za siedem, długich i wypełnionych po brzegi obowiązkami dni, wyjedziemy na wakacje. Wejdziemy na pokład samolotu zostawiając za sobą codzienną monotonię, szarą rzeczywistość i mokre lato.Przez tydzień będziemy świrować z bezczynności na gorącej wyspie. A co!Zasłużyliśmy na urlop. Wszyscy.

Byle przeżyć ten ostatni tydzień!

Obudziłam się dziś pełna energii (moje baterie są już na wyczerpaniu, ale napędza mnie jedna myśl – Majorka!) i zaraz po śniadaniu stanęłam przed szafą z zamiarem przejrzenia letnich rzeczy. Może coś trzeba wyprać? Może coś dokupić?

Rzuciłam szybkie spojrzenie na półki wypełnione rzeczami ułożonymi według jasnego kodu.Krótkie rękawki kolorystycznie. Spódniczki. Sukienki. To moja szafa. To część mnie. Najbardziej uporządkowana. Wszystko czyste. Wystarczy tylko spakować do walizki.

Życie byłoby zbyt proste, gdybym mogła myśleć tylko za siebie. Mam przecież dziecko.Chyba niezbyt rozważne byłoby pozostawienie pakowania pięcioletniej dziewczynce? Nawet  jeśli jest wyjątkowo rozgarnięta? Nie. Lepiej nie. Zwłaszcza, że jest córką swojego ojca…

Zajrzałam do szafy Julki. Panował w niej względny porządek. Gdzieś na dnie półki odnalazłam niedawno kupiony strój kąpielowy w truskawki.

-O ten! Mamo bierzemy! – Julka podskakiwała z radości.

Wcale jej się nie dziwię. To jej pierwszy, prawdziwy, DWUCZĘŚCIOWY kostium. Ja na plażowy staniczek musiałam czekać znacznie dłużej.

Na deser zostawiłam sobie szafę Jacka. Mogłabym przejść koło niej obojętnie. Nie!Nie mogłabym. Znam upodobania Mojego Męża i dam sobie głowę uciąć, że zacznie się pakować na kilka godzin przed wylotem. Będzie biegał nerwowo po domu zasypując mnie pytaniami.

-Te spodnie wziąć? A ten T-shirt się nadaje? Nie widziałaś moich kąpielówek? Cholera,ten T-shirt jest brudny, ten niewyprasowany, a chciałem wziąć oba!

Chcąc zaoszczędzić sobie chociaż części tych pytań (bo nie oszukujmy się, Mój Mąż bez pytań przestanie być sobą) stanęłam przed jego szafą. Boże! Dwie półki wypełnione po brzegi T-shirtami, niechlujnie składanymi i rzucanymi jeden na drugi. W przypływie dobrych chęci, sił witalnych i woli wypełniania obowiązków małżeńskich zabrałam się za układanie jego koszulek. Znam je wszystkie. Prezentował mi je na swojej dumnej, męskiej klacie. Ale dałabym sobie odciąć rękę, że nigdy nie widziałam ich… w pralce. Przecież to niemożliwe? Mąż mój nade wszystko ceni higienę osobistą. Gdybym myła ręce tak często jak on, już dawno odmoczyłyby mi się paznokcie, a skóra pozostała na zawsze zmarszczona, albo w ogóle by się zmyła… i zostałyby same kości.

Jak zawodowy detektyw zaczęłam oglądać koszulki męża. Pierwsza – niby czysta. To znaczy – zero plam. Ostrożnie przyłożyłam nos do newralgicznego punktu na koszulce. Fuj, fuj, fuj. Ten zapach jednoznacznie świadczy o jej zużyciu.Rzuciłam koszulkę na ziemię i zaczęłam przeglądać kolejne.

-Co robisz? – spytał podejrzliwie, przechodzący obok Jacek.

Na górę rosnącą na ziemi trafiła właśnie osiemnasta koszulka.

-Porządek.

-Porządek? Ale co te wszystkie świeże koszulki robią na podłodze? – szczerze się zdziwił.

Bossssze,chwilami czuję się jakbym miała dwójkę dzieci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: