Będzie to co musi być…

Chciałabym wiedzieć więcej. Chciałabym wiedzieć, co mnie czeka. Ale pisząc noworoczny tekst o błogiej nieświadomości uświadomiłam sobie, że stan naszej nieświadomości i niepewności przyszłości powoduje, że jesteśmy zdolni do przeżywania najróżniejszych emocji. Emocje to prawda, emocje to siła.

To może taki bardzo przyziemny przykład:
Kilka miesięcy temu napisałam opowiadanie. Zupełnie niezwykłe, skromnie podsumowując 😉 Jego niezwykłość polega na tym, że powstało w ścisłej współpracy z moją córką. A co! Cytując Marię Czubaszek, czasem warto mieć dziecko, bo można razem coś napisać.
Grochola napisała książkę z córką. To czemu ja nie mogę?
Że co? Że moja córka ma dopiero pięć lat? Ha! Dopiero pięć lat i taaaaka wyobraźnia!
Chętnie zamieściłabym to opowiadanie na blogu, ale najpierw muszę poczekać. Opowiadanie powstało na pewien konkurs. Wysłałam je kilka miesięcy temu. Wielkimi krokami zbliża się czas ogłoszenia wyników. Siedzę spięta i chciałabym już wiedzieć. Chciałabym podejrzeć przyszłość…

Załóżmy, że udało mi się. Udało się podwójnie. Podejrzałam przyszłość i wiem, że wygram. Znudzona czekam kilka miesięcy, aż w końcu nadejdzie dzień ogłoszenia wyników, które są niewiadomą dla wszystkich prócz mnie. Wynudzona czekaniem odbieram nagrodę. W ogóle nie chce mi się jechać na galę wręczenia nagród. Mogliby mi ją przysłać. Nie, nie galę, tylko nagrodę. Bez sensu komplikują mi życie. Skoro wiem wcześniej, że wygram, to dlaczego nie mogę dostać wcześniej tego okrutnie pięknego, czerwonego netbooka?

Prawdziwe życie jest jednak takie, że nie wiem. Nie sposób podejrzeć przyszłości. Nie mam pojęcia, czy jury spodoba się moje (o przepraszam – nasze) opowiadanie. Biję się z myślami. Czy mam szanse? Nie mam? Miotają mną emocje. Domyślam się, że Joker ma już dość opowieści o wymarzonej czerwonej nagrodzie (jestem baardzo skromna, bo wybrałam sobie nagrodę za drugie miejsce ;)). Chwilami wątpię, czy te wszystkie emocje mają sens. Przecież wszystkie konkursy są z góry ustawione. Chwilami czuję, że muszę wygrać. To byłoby to.
Podekscytowana czekam na wyniki. Jeszcze kilka dni, może tygodni.

I co lepsze? – pytam.
Czy Rodowicz i Uniatowski mają rację?

Dogonić chciałem przyszłość
Zdemaskować boski plan
Chciałem spotkać siebie z przyszłych dni
Sprawdzić, czy wciąż ją przy sobie mam

Będzie to, co musi być
Wsłuchaj się w pierwotny rytm
Zsynchronizuj z ziemią puls
Zdarzeń nie przyspieszy nic

http://muzyka.interia.pl/teledyski/teledysk/maryla-rodowicz-bedzie-to-co-musi-byc,12983

2 myśli na temat “Będzie to co musi być…”

  1. Trafiłaś dziś idealnie w mój temat… 🙂 Mam podobny dylemat i choć nie za bardzo mamy wpływ na przewidywalność przyszłości, to w sytuacjach beznadziejnych, pewna informacja o możliwości poprawy sytuacji byłaby motorem do działania dla wielu osób. Oglądałam kiedyś film, w którym udowodniono, że jeśli człowiek czegoś pragnie i wyobraża sobie, że jego pragnienie się spełnia, a wręcz widzi już – tak jak Ty :), że odbiera wymarzoną nagrodę – to tak właśnie będzie. Siła umysłu i dążenie do celu powoduje, że przyszłość w pewien sposób staje się przewidywalna. W teorii to wiem, w praktyce – nie bardzo… 🙂

    Polubienie

  2. Myślę, że lepiej nie znać przyszłości.. ponieważ chcielibyśmy coś w niej zmienić… A tak jest wielka niewiadoma… Chociaż nie ukrywam, że i ja czasami mam myśli, że chciałabym wiedzieć co będzie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: