Pandora i Kopciuch

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie Renata. Miała dwójkę dzieci. Chłopca i dziewczynkę. Tak, tak, chłopca. Nie znacie bajki o Kopciuszku chłopcu? Ha! A jednak.
Chłopiec bardzo starał się zasługiwać na miłość matki. Nie śmiał na nią podnieść głosu. Nie wchodził w dyskusje. Robił wszystko, by nie denerwować matki.
Córeczka Renaty była młodszą, przepiękną i bardzo mądrą Księżniczką, którą kochali wszyscy członkowie rodziny.
Lata mijały, dzieci rosły, Renata się nie starzała i starała się utrzymywać ze swoimi dziećmi przyjacielskie stosunki.
Aż pewnego dnia zjawiła się okrutnie zła wiedźma i …

– Witaj Kochanie, co słychać? – Renata odebrała komórkę automatycznie.
Jej syn dzwonił do niej codziennie, od wielu lat, mimo, że dawno temu przestał być dzieckiem. Cieszyła się, że dobrze go wychowała. Nie wstydził się jak inni młodzi mężczyźni bliskiego kontaktu z matką. Dzień w dzień zdawał jej relację ze swojego życia.
– A jak Wam minął dzień? – dopytywał Filip.
Renata opowiadała o dniu pełnym wrażeń. Zakupy, sprzątanie mieszkania, gotowanie, wizyta gości.
– Ooo, była Marta? – Filip ożywił się, gdy usłyszał o wizycie swojej młodszej siostry u rodziców. – Co u niej? Wszystko w porządku?
Renata krótko zrelacjonowana spotkanie z córką i jej narzeczonym. Tak, narzeczonym. Kilkanaście dni wcześniej jej ukochana córeczka zaręczyła się z księciem. Nie był to wymarzony książę dla Renaty. Początkowo miała do niego kilka rzeczowych uwag. Uwag typowych dla każdej matki. Przecież każda chciałaby, by jej królewna opływała w luksusach. Poza tym, poprzedni (niestety niedoszły kandydat) na męża wydawał się Renacie lepszy. Ale wszyscy w około powtarzali jej, że obecny książę jest cudowny i bardzo kocha Martę, a to jest najważniejsze. Starała się więc w to uwierzyć. Nie miała innego wyjścia.
– A co ze ślubem? – jej rozmyślania przerwał Filip.
– No w porządku – odpowiedziała wymijająco.
Miała w tym wprawę. Od kilku tygodniu jej syn, przy każdej możliwej okazji pytał co ze ślubem siostry. Zbywała go jak mogła. Syn jednak uparł się jak osioł, by uzyskać odpowiedź na to pozornie banalne pytanie.
– No ale co ze ślubem? – nie dawał za wygraną.
– A co ma być? – poczuła, że serce zaczęło bić szybciej, krew szybciej docierała do rąk, policzków i stóp. – Będzie! – uniosła głos.
– No ale kiedy?
Usłyszała pytanie, którego nie chciała usłyszeć. Sama miała ochotę zadać je córce, ale bała się, że wypowiedzenie tych trzech słów może wywołać atak złości Marty. Ślub to przecież delikatna sprawa. Zwłaszcza w tych czasach.
Kiedyś wszystko było prostsze. Jeśli chciało się z kimś zamieszkać to trzeba było się z nim ożenić. Nie żyło się na kocią łapę. Bez ślubu. Bez zobowiązań. Starała się na tym nie skupiać, ale denerwowała ją ta sytuacja. Jej córka mieszkająca z facetem bez ślubu? W wieku zdecydowanie odpowiednim na małżeństwo. Nie o takiej przyszłości dla swojej córki marzyła.
Ale cóż, starała się ignorować swoje obawy.
To Marta sama wybrała sobie faceta. Musiała go zaakceptować.
Marta zdecydowała się z nim zamieszkać. Nie mogła jej zatrzymać.
Teraz, gdy już facet się jej oświadczył, nie zamierzała zepsuć tej sytuacji niefortunnym pytaniem o termin ślubu. Młodzi poinformowali rodzinę o zaręczynach, zręcznie przemilczając temat kolejnego kroku – ślubu. Ale może w dzisiejszych czasach tak jest?
– No ale kiedy? – Filip powtórzył pytanie.
– Za rok – odparła na odczepne.
– Za rok? – zdziwił się syn, a Renata od razu pożałowała odpowiedzi. Jak mogła zapomnieć, że analityczny umysł jej syna wychwyci wszelkie nieścisłości.
– Za rok – potwierdziła.
– Ale jakaś konkretna data jest już ustalona?
– A co cię to interesuje? Za rok.
– Interesuje! To przecież moja siostra. Jak to, za rok? Bez ustalenia daty? – Filipowi coś się nie zgadzało. – A ty zdajesz sobie sprawę, że jeśli za rok, to oni już muszą wszystko załatwiać? Salę trzeba zarezerwować. Zespół. Termin w kościele. Mnóstwo rzeczy…
Renata czuła rosnącą agresję. Nie miała ochoty tłumaczyć się synowi. Nie wiedziała też, dlaczego zwyczajnie nie mogła mu powiedzieć, że jeśli się martwi o siostrę, to powinien zadzwonić do niej i dopytać u źródła.
– A co ty się tak na ten ślub uparłeś? – zaatakowała syna.
– Przecież się zaręczyli! Logiczne, że prosisz kogoś o rękę, po to, by się z nim ożenić. Za rok, dwa czy pięć. Nie chodzi o konkretną datę. Tylko o to, kiedy? Chociaż z tego co pamiętam, jak ja się oświadczałem, to tego samego dnia ustaliliśmy datę ślubu! Dlatego pytam się ciebie, czy wiadomo ci coś na temat ślubu.
– A ja ci mówię, że będzie! – krzyknęła Renata. – To że ty tak zrobiłeś, nie znaczy, że inni też tak muszą robić!
– A ja ci powiem, że jeśli nie rozmawiali na temat przyszłości – odpowiedział wzburzony agresywną reakcją matki Filip – czy ślubu i w ogóle, tylko się zaręczyli dla samego pierścionka, czy zaręczenia, to to jest trochę szczeniackie zachowanie. Nie poważne.
Renata nie mogła pohamować wściekłości. Co za bezczelność. Jak on śmie narzucać swoje zdanie innym. Jak on śmie sugerować, że ślubu nie będzie? Że te zaręczyny nie są ważne??? Że to tylko zabawa?!? Jak on śmie oceniać sytuację?
– Nie wtrącaj się – syknęła i postanowiła bronić honoru biednej córki jak waleczna lwica.
– Nie chodzi o ślub. Sam ślub nie gwarantuje szczęścia. Ani zaręczyny, ani nawet ustalona data ślubu. Ale jeśli jakiś facet spytał moją siostrę, czy zostanie jego żoną, a ona odpowiedziała TAK, to chyba normalne jest to, że chciałbym wiedzieć, czy będzie ślub za miesiąc, za rok, czy na razie zwyczajnie nie myślą o ślubie. Chcę tylko wiedzieć! Pytam się ciebie …
– ODPIERDOL SIĘ! – matka krzyknęła w słuchawkę – TO NIE TWOJA SPRAWA!
– Jak to? nie moja? – syn otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
– ODPIERDOL SIĘ!
– Nie no, tak to wcale nie musimy rozmawiać – po chwili namysłu wydusił z siebie Filip.
– To nie!
Oboje odłożyli słuchawki.

Filip nie mógł zrozumieć, co się stało. Czyżby otworzył puszkę Pandory?

Renata jeszcze długo nie mogła opanować złości, rozczarowania, agresji i wściekłości. Uznała, że jeśli Kopciuch (jej wyrodny i wredny syn) nie przyjdzie jej przeprosić to odwróci się od niego. Ona i jej rodzina.
– Nie będzie sobie Kopciuch pozwalał na takie komentarze! – postanowiła Renata.

I tu przyszedł czas na zakończenie.
Nie pojawi się jednak dobra wróżka, która zmieni Kopciucha w księżniczkę czy księcia, nie wyczaruje mu karocy i pięknych pantofelków i magicznego słowa przepraszam. Dlaczego?

… bo dawno temu zjawiła się okrutnie zła wiedźma.
Grzecznego syna Renaty zmieniła w wrednego i zaciętego Kopciucha, który stał się tak głupi, że uważa, że nie ma za co przepraszać mamy.
Podobno.
Podobno była to zła wiedźma.
Chociaż mi się wydaje, że to była sama Pandora…

Jeśli chcecie to wierzcie, jeśli nie – to nie wierzcie 🙂
To taka świąteczna bajka – samograjka 🙂

Jeden komentarz na temat “Pandora i Kopciuch”

  1. Niestety zdarza się czasami, że rodzice nie traktują dzieci na równi, są dzieci lepsze i gorsze.W tej bajce jest ukochana córunia i gorszy syn.Córunia nie robi ze swej strony nic , jest rozpieszczona i ma roszczeniowy stosunek do rodziców .Syn kocha , jest na każde skinienie.Wnioski same się nasuwają – matka z bajki nie traktuje dzieci równo ,ma dziecko lepsze i gorsze i okazała to w pełni.Przykre.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: