Małgosia z Sosnowca

Oto historia Małgosi:

Moja przygoda z GBS zaczęła się 01 lipca 2011r.Zaczęło się NAGLE, niewinnie od zapalenia oskrzeli, które przerodziło się w ZAPALENIE OSKRZELI. Kaszel, który mnie męczył, mało mi płuc nie wyrwał.Lekarz przepisał mi antybiotyk, gdyż osłuchowo były zmiany w oskrzelach. Trzeciego dnia obudziłam się z porażeniem nerwu twarzowego. Prawostronnym.Neurolog, do którego poszłam prywatnie, ponieważ wizyta mogłaby się odbyć dopiero we wrześniu (był lipiec), przepisał mi zastrzyki i hormony. Załatwiłam, również prywatnie zabiegi: elektrostymulację i masaż (zapisy były dopiero na październik). Mój stan pogarszał się z dnia na dzień. Ponownie złożyłam wizytę pani neurolog, która nie rozpoznała zaczynającej się choroby, chociaż w sposób wyczerpujący opisałam wszystkie objawy. Poinformowałam ją również o złym samopoczuciu. Dostałam zwolnienie i kontynuowałam zabiegi masażu i elektrostymulacji.Często miałam wrażenie, że pęknie mi głowa, że coś ją wewnętrznie rozsadza. Tak, jakby miał mi za chwilę mózg eksplodować. Nie był to ból, tylko uczucie spuchniętego mózgu. Łykałam przepisane leki, wierząc w medycynę, jednak 13 lipca 2011r. stała się rzecz straszna. Zaczęłam tracić oddech. Towarzyszący przy tym ból jest nie do opisania. Można go porównać do miażdżenia płuc, klatki piersiowej, miażdżenia krtani.Mąż zadzwonił do pogotowia, gdzie został poinformowany, że mam iść do lekarza rodzinnego, albo lekarz ma przyjść do mnie. Gdy stwierdził, że trupowi nie będzie potrzebny już żaden lekarz, pogotowie przyjechało błyskawicznie. Ale tego faktu i podróży do szpitala ja już nie pamiętam.

Ocknęłam się na izbie przyjęć, oklejona elektrodami. Zostałam przyjęta na oddział neurologii, gdzie podjęto leczenie- ale czego?. Po kilku dniach kolejny raz wyłączyło mi oddech. Boże co za ból !!!!. Znowu uczucie miażdżenia przez walec, płuc, ciała, żeber. Podano mi zastrzyki. Jakiż wspaniały był moment, kiedy ból mijał. Pojawiało się cudowne odprężenie i sen. I tak doleżałam do 29 lipca 2011., z jedyną diagnozą ,,porażenie nerwu twarzowego" chociaż dla lekarza objawy towarzyszące powinny być sygnałem, że to jednak coś więcej niż PNT.Cieszyłam się na myśl wyjścia do domu, chociaż twarz nadal była wykrzywiona, a oko się nie domykało.Po sterydach przytyłam i spuchłam bardzo.W domu chodziłam z kąta w kąt, zaliczyłam kąpiel w swojej wannie, zjadłam kolację i położyłam się spać, ponieważ czułam się słaba i  bardzo zmęczona. W nocy z 29 na 30 lipca 2011r. obudził mnie POTWORNY (!!!!!) ból nóg. Wydawało mi się, że ktoś mi je wyrywa na żywca z pachwin. Próbowałam na nie stanąć jednak moje własne nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nic nie potrafiło mi przynieść ulgi, ból nasilał się i nasilał. To było nie do wytrzymania. Płacz i moje koszmarne jęki obudziły męża. O godz. 4.oo byłam spowrotem w szpitalu, z którego wyszłam dzień wcześniej. Natychmiast przyjęto mnie na oddział i zrobiono mi punkcję kręgosłupa. Pobrano płyn mózgowo rdzeniowy i krew do badania w kierunku boreliozy. Nogi bolały i bolały. Ból uśmierzano ketonalem.Baaardzo długo mnie diagnozowano. Spory medyczne trwały, aż do momentu powrotu z urlopu WSPANIAŁEJ pani doktor, która stwierdziła GBS. Szpital, w którym leżałam, przekazał mnie 16 sierpnia na OIOM do szpitala w Bielsku Biała. Tam cudowny zespół pana profesora Maciejewskiego wziął mnie od razu w obroty. Wykonano mi 2 zabiegi plazmaferezy. Dzięki temu żyję. 

Jednak same zabiegi były dla mnie kolejnym koszmarem, połączonym z dwukrotną utratą przytomności. Leżenie w pampersie, pod monitorami, z wkłuciami do tętnic obojczykowych, pod kroplówkami i bez ruchu, to rzecz, której nie chciałabym przeżywać po raz drugi.Pamiętam strach, w chwili tracenia kontaktu z otoczeniem.  Potem już nic nie pamiętam. Ta moja ,,przygoda"z GBS ciągnie się do dnia dzisiejszego. 10 listopada 2011 wyszłam z CPR- Repty. Rehabilitacja na najwyższym poziomie.Jednak porażenie twarzy nadal się utrzymuje i nie do końca chodzę tak jak kiedyś.Wiem, że wszystko wymaga cierpliwości i czasu, wiem, że to przejdzie. Ważne jest pozytywne nastawienie, bo to 50% sukcesu pomimo zmęczenia chorobą.Jestem optymistką, jednak w pamięci pozostanie ten koszmarny ból i wyłączanie oddechu, nóg i rąk. Boję się jedynie nawrotu. Chcę już wrócić do normalnego życia, do pracy, chcę jeździć samochodem, chcę stać w korkach, robić zakupy.Trzy razy był dla mnie ,,koniec" i trzy razy powrót do życia.Moi bliscy, mąż i rodzice, przeszli wraz ze mną drogę przez mękę.  Kocham ich za to i za wsparcie w chorobie. Bez nich nie byłoby możliwe przeżyć. Byleby GBS już nie wrócił.

4 myśli na temat “Małgosia z Sosnowca”

  1. Może dzięki przeczytaniu tej historii nie będę już wyzywać na korki. Właśnie wybieram się do Poznania a że dzisiaj jest mecz Lecha i wiele ulic będzie zamkniętych, nastawiam się na gigantyczne zatwardzenie. Zanim wymknie mi się jakieś przekleństwo, pomyślę o Tobie Małgosiu z Sosnowca.Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. gdy wyłącza się oddech modlisz się żeby NIE WYŁĄCZYŁ SIĘ MÓZG!żeby ten mózg, żeby te cholerne krwinki i żeby Bóg … żeby starczyło tlenu!Nawet nie próbuję i nie mogę sobie wyobrazić co przeżywałaś Małgosiu!Widziałam swojego synka jak traci oddech… Później nauczyłam się go ratować…Był taki moment gdy Kubuś „nie czuł bólu” i po prostu przestawał oddychać… teraz walczy… ból ratuje mu życie

    Polubienie

  3. Tego o czym piszesz, czyli zatrzymania oddechu całe szczęście uniknąłem… resztę przerobiłem. Naprawdę trzeba czasu i cierpliwości aby wrócić do normalności, przede wszystkim nie załamuj się, dasz radę jak wielu przed Tobą 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: