Nic śmiesznego/Nie ma się z czego śmiać

Marta, też GBS-ka, napisała dziś w komentarzach, że ma wrażenie, że osoby po GBS-ie patrzą na świat i ludzi bardziej optymistycznie.

Jest w tym pewien paradoks.
Udało mi się wczoraj przebrnąć przez książkę Hellera „Nie ma się z czego śmiać”. Joseph Heller to autor, który napisał m.in. powieść „Paragrafem 22”. W „Nie ma się z czego śmiać” (funkcjonującego czasem jako „Nic śmiesznego”) opisuje swoją walkę z GBS.
Już dawno chciałam ją przeczytać. Ale kiedyś Muzyk, powiedział, że próbował i nie dał rady … a ja wyzdrowiałam i odpuściłam sobie. Ostatnio jednak Magda pożyczyła mi swój cenny – bo bardzo osobisty egzemplarz i zabrałam się za czytanie.
Hm. Książka, jak dla mnie, jest pewnego rodzaju dokumentem, w którym autor powołuje się na zapisy ze swojej szpitalnej kartoteki. Brakuje mi w książce emocji, ja odebrałam ją jako chłodną relację, na nieszczęście daleko odbiegającą od naszej polskiej rzeczywistości.
Bo czy ktoś z nas GBSowców miał okazję w szpitalu porozmawiać z psychologiem, który chociaż spróbowałby pomóc choremu i powiedzieć, jak można poradzić sobie z sytuacją nagłego unieruchomienia i 100 % polegania na innych, często obcych osobach?
Książka Hellera zawiera też sympatyczną dozę humoru. I tu chciałam wrócić do dzisiejszego komentarza Marty.
Bo i Heller i Marta zauważają dokładnie to samo. Po wygranej pojawia się optymizm i umiejętność specyficznego patrzenia na świat.
Spytaj GBSowca, czy wrócił do normalnego życia.
Ci, którzy wygrali z chorobą odpowiedzą bez wahania : TAK.
Ale jak chwilę pomyślą dodadzą np. : Jedynie nie mogę biegać albo tylko ręce moje są trochę słabe i nie mogę utrzymać kierownicy, więc jazda na rowerze odpada.
Ale bieganie, jazda na rowerze czy inne upierdliwości są szczegółem, którego my GBSowcy staramy się nie zauważać 🙂

Trzeba tylko mieć możliwość wygrania z chorobą …ale o tym za chwilę …

2 myśli na temat “Nic śmiesznego/Nie ma się z czego śmiać”

  1. Zgadzam się. Kiedy ja zapytana czy już jest wszystko w porządku odpowiadam że tak i dodaje ale został mi przykurcz pod kolanem, nie mogę np. pokonywać długich dystansów, biegać, szybciej chodzić, szybciej się męczę itp. Szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to. Dla mnie liczy się fakt, że w ogóle pokonałam chorobę, a takie „duperelki” nie są przeszkodą jak dla mnie. Bo jednak dar życia jest cenniejszy niż to, że ja wolniej chodzę czy cokolwiek innego.

    Polubienie

  2. Hm… nie jestem tego taka pewna. Zalezy, jak układa się dalsze życie. To jasne, że docenia się nagle pewne rzeczy, zauważa to, na co nie zwracało się uwagi wcześniej. ALe jak ktos jest marudą, to marudą pozostanie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: