Zielone Świątki

Niedziela.
Jest pewna czynność, której w niedzielę nie robimy. Nie jeździmy do miasta na zakupy. Owszem zdarza się nam wsiąść na rower i podjechać do sklepiku na loda. Ale nigdy do miasta! W niedziele sklepy są pełne wałęsających się ludzi. A ja lubię przemknąć przez sklep z prędkością F16.
No tak. Ale ostatnio mam taki zapieprz, że nie pamiętam kiedy ostatni raz robiłam zakupy w supermarkecie. Skończył mi się płyn do mycia podłóg, ryż, makaron, woda niegazowana, gazowana i w ogóle wszystko. W lodówce jest tylko światło Bo nawet dżemy już się skończyły.
Postanowiliśmy więc dziś uzupełnić zapasy. Każdy z nas wyskoczył, że swoich domowych ciuchów, wskoczył w coś, co w niedzielne przedpołudnie nie będzie budziło sensacji wśród miastowych. Wsiedliśmy do samochodu i z długą listą zakupów podjechaliśmy pod pusty parking przed supermarketem.
Ha. Sklep zamknięty.
– No tak. – przypomniało mi się, lepiej późno niż wcale 😉 – Zielone Świątki. Koleżanka z pracy dwa dni o tym mówiła. Sklepy są zamknięte.
– No tak.
Ale wiecie co? To już taka nasza rodzinna tradycja. Zgadnijcie co robiliśmy dokładnie rok temu? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: