Rodzinne rozmowy

Prosto po obiedzie udaliśmy się do pokoju. Rozłożyliśmy się na kanapach.
– Mamo, kiedy będzie podwieczorek? – Julka spytała po raz trzeci w ciągu pół godziny.
– To przynieś coś ciekawego z naszej szuflady pełnej słodkości! – zadecydowałam, bo konieczność popychania obiadu słodkościami Julka ma po mnie 🙂
Zadowolone dziecko przyniosło HITY, wafelki i ciasteczka.
– To opowiedz nam co dziś ciekawe działo się w przedszkolu! – powiedział Jacek.
Taki miłe rodzinne popołudnie. Ciepłe rozmowy z pięciolatką.
– Nic – odpowiedziała Mała, chrupiąc wafle.
– Jak to? – spytałam.
– Ale my jesteśmy bardzo ciekawi – dodał mój przespokojny i humanistyczny mąż – jak minął twój dzień. Co cię dzisiaj zainteresowało, co zdenerwowało a co zainspirowało?
Zastanawiałam się co moje (oo, przepraszam, nasze) dziecko odpowie na tak zadane pytanie. Czy ona rozumie słowo „zainspirowało”?
Po chwili chrupania odezwała się.
– A wiesz mamo – jej twarz wyrażała wielkie zadowolenie z tego, że coś jednak się jej przypomniało – dzisiaj w przedszkolu Kuba B. (tu było nazwisko, którego może nie będę przytaczać ;)) mi się sprzeciwiał (sprzeciwiał oznacza psocenie się jej). I sprzeciwiał się też Mateuszowi. I Olivierowi. My się razem bawiliśmy. A on się sprzeciwiał.
– To nie ładnie! – powiedziałam.
– Aż w końcu dostał za swoje! – skończyła Julka.
– To znaczy? – spytałam bezmyślnie.
– Uderzyliśmy go.
– Uderzyliście? – Jacek się zdziwił.
– Tak – odparła dumna Julka – bo on się nam sprzeciwiał!!!
– Gdzie go uderzyłaś? – spytałam.
– Kopnęłam go w bok.
– O Boże – jęknął mąż.
A ja zupełnie nie wychowawczo wpadłam w głupawkę i zaczęłam udawać, że się nie śmieję. Myślałam, że pęknę.
– Nie wolno nikogo bić! – pouczyłam ją. – A kto wymyślił, że Kuba musi dostać za swoje?
– Ja!
Popatrzyłam na Jacka i wybuchnęłam śmiechem.
– Nie wiem, czy tego chciałeś się dowiedzieć pytając swojej córki jak minął jej dzień.
– A wiesz mamo, ten Kuba się wszystkim sprzeciwia. I chłopaki się z niego śmieją.
– Dlaczego?
– Bo on pokazuje siusiaki.
– A ma dwa? – zapytałam i wybuchnęłam śmiechem, zupełnie niewychowawczo!
– Nie, jednego.
Spoważnieliśmy.
– To bezsensu – próbuję wytłumaczyć Julce, że nie ma w tym nic ciekawego – On pokazuje, chłopcy się śmieją. A ciocie z przedszkola co mówią?
– Nic, one tego nie widzą.
– Aha.
– A wiesz mamo, że on wszystko pokazuje?
– Wszystko? – pytam zdziwiona.
– A wiesz mamo, on pokazuje też bąbla.
– Bąbla?
– No, tego bąbla co go ma przy siusiaku! 🙂

2 myśli na temat “Rodzinne rozmowy”

  1. Ha ha ha… ależ się uśmiałam 🙂 Dyskusja z moim pięciolatkiem, który na marginesie posiada siusiaka i bąble 🙂 wygląda podobnie, tylko zamiast Kuby B. jest Filip M., który rozrabia w przedszkolu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: