Ku przestrodze

26 sierpnia szykowałam się do pracy, gdy zaatakował mnie silny ból. Ból był dziwny, inny niż dotychczasowe jakie w życiu odczuwałam. Zlokalizowany w podbrzuszu, promieniował do odbytu.Nie mogłam się ruszyć. Potem odpuścił. Chciałam wziąć prysznic, gdy pojawił się znowu. I tak kilka razy. Z bólu zagryzałam ręcznik.  Jednak dobrze, że ból istnieje na świecie.Gdyby nie on …

To wydarzenie zaniepokoiło mnie na tyle, by po południu iść do lekarza rodzinnego, który zalecił wizytę u ginekologa. Nie zwlekając, 1-go września (będę tę datę długo pamiętać) udałam się do specjalisty. I tu okazało się, że Opatrzność nade mną czuwa, gdyż akurat jakaś pacjentka zrezygnowała z wizyty i za godzinę miałam pojawić się w gabinecie. Ginekolog powiedziała, że mam torbiel. Torbiel wielkości główki dziecka. Najpierw zdecydowała o operacji, lecz później zmieniła zdanie i przez 20 dni miałam przyjmować tabletki.

Nigdy bym się nie spodziewała, że to będzie coś o podłożu ginekologicznym. Wstyd się przyznać. Nie chodziłam do ginekologa. Później nie potrafiłam żadnemu lekarzowi odpowiedzieć na pytanie,kiedy było ostatnie badanie, gdy wszystko było w porządku.

Czasem coś zabolało w boku, coś zakłuło. Myślałam, że to trzustka, wątroba, jelita. Zaczęłam czytać fora medyczne. Chciałam zrobić oczyszczanie ciała a dokładnie zastosować dietę oczyszczającą jelita ale nigdy nie czułam się dość silna, by przez 3 dni pić kefiry i jeść tylko pieczywo chrupkie.

Tego dnia miałam urlop. Urlop przeznaczony był na badania. Krwi, ginekologiczne
i u internisty. Niby znałam już przyczynę mych dolegliwości więc zastanawiałam się, czy jest sens iść do internisty. Ale co tam! Byłam w końcu umówiona, miałam wolny dzień. Następne USG pokazało, że w torbieli są wtręty.Zaniepokoiły one lekarza. Ostrzegł, że nie czekałby 20 dni! Zadzwonił do swojego znajomego lekarza ginekologa. Pewnie tak miało być, że tamten nie mógł rozmawiać. Po tej wizycie pojechałam na lekcję angielskiego. Pani Dorotka miała ją odwołać, bo się źle czuła, ale szczęśliwym trafem nie zrobiła tego.Opowiedziałam jej o wydarzeniach bieżącego dnia. Wyjęła z torebki wizytówkę prof. dr hab. med. J.M. (specjalista ginekolog – położnik – onkolog – cytolog). Następnego dnia zadzwoniłam, żeby umówić się na wizytę. Znowu miałam szczęście w nieszczęściu, bo profesor wyjątkowo przyjmowała w piątek. Bez problemu udało mi się zapisaćna wizytę.

W piątek diagnoza: torbiel lewego jajnika i płyn w zatoce Douglasa.

W poniedziałek do szpitala, we wtorek operacja. Byłam nagłym przypadkiem !

Torbiel mogła w każdej chwili pęknąć. Jednak wiedziałam, że jestem w dobrych rękach.
W szpitalu czułam się bezpiecznie.

Tylko gdy pomyślę, jak się wcześniej forsowałam mając takie „jajco” w środku i jak to się mogło zakończyć to aż mi skóra cierpnie… 

 

W poniedziałek pojechałam do szpitala. Jeszcze nigdy nie miałam robionych tylu badań i to jednego dnia !Mama, gdy jej powiedziałam, że nie mam czasu rozmawiać przez telefon,skwitowała z rozbawieniem: „Ty nawet w szpitalu jesteś zajęta.” No bo jak tu rozmawiać na fotelu ginekologicznym lub między badaniem krwi, EKG, rentgenem,internistą, anestezjologiem a lewatywą ?

Nie taki diabeł straszny jak go malują- mówię to odnośnie tego ostatniego. Choć zrobiłam jedno głupstwo. Nie jadłam od niedzielnego popołudnia, żeby mieć czyste jelitka. Operacja była we wtorek, w środę jeszcze nic nie można było jeść ani pić więc po operacji nie miałam siły wstać z łóżka.

 

Ginekolog, który mnie badał stwierdził, że torbiel jest tak duża, że on już nie wie na którym jest jajniku.Pomyślałam: „Nie przesadzaj chłopie!” a powiedziałam, że nie jest aż tak duża,bo czytałam o takich co mają 20 cm. On na to, że wczoraj operowali guza, który miał 42 cm. Po operacji okazało się, że ‘chłop’ miał poniekąd rację. Na lewym jajniku miałam torbiel 12 cm, która tak się jakoś podkręciła pod prawy jajnik, że nie było widać, że tam są 2 inne torbiele. W sumie 3 torbiele i 2 mięśniaki. Nieźle jak na 32-letnią kobietę, która nigdy nie rodziła, nie poroniła, nie chorowała, prowadziła wstrzemięźliwy tryb życia,nie stosowała pigułek antykoncepcyjnych i nosiła ciepłe gacie. Choć nie wiem czy gacie mają coś wspólnego ze sprawą…:-) Choć wikipedia podaje, że torbiele skórzaste potocznie zwane potworniakami (takie właśnie miałam) budzą duże zainteresowanie genetyków i biologów molekularnych a złożone mechanizmy tego zaburzenia nie są jeszcze w pełni wyjaśnione.

Dlaczego potworniaki ? Ten zrozumie kto zobaczy zdjęcia w internecie 🙂 Natomiast wg medycyny chińskiej wszelkie torbiele i guzy pojawiają się w wyniku stresu i braku satysfakcji seksualnej. Za 2 tygodnie będę wiedziała dokładnie, co było w środku. Na pewno łój, włosy i … coś twardego. Może zainteresuje się mną jakiś genetyk albo biolog molekularny ?:-)

 

Niektórzy na stół operacyjny wchodzą o własnych siłach. Ja już przysnęłam gdy pielęgniarki wiozły mnie na oddział operacyjny. Pamiętam tylko, że siostry ‘zaparkowały’ gdzieś moje łóżko a potem jakiś mężczyzna wziął je z ‘parkingu’ i powiedział: „Później nam pani opowie, co się pani śniło.” Oczywiście nie pamiętam, żeby mi się coś śniło. Nie pamiętam momentu wybudzania, ani na sali operacyjnej, ani pooperacyjnej. Po operacji przespałam cały dzień, noc i następne pół dnia. Z przerwą na umycie się. Nie wiem jak w takim momencie (wstanie z łóżka po operacji) byłam w stanie prowadzić konwersację z pielęgniarką na temat mojej koszulki nocnej 🙂 Siostrze bardzo się ona podobała. Mi zresztą też; dlatego ją kupiłam 🙂
No i dlatego, że szłam do szpitala, bo normalnie śpię w piżamach. Później przyszedł lekarz „od wychowania fizycznego”. Pokazał ćwiczenia oddechowe i inne figle do wykonywania w łóżku na miarę moich pooperacyjnych możliwości. Ograniczały się one główniedo kręcenia kółeczek stopami 🙂

Spytał, czy podczas pierwszego wstania był pion.

-Jasne, że był !- odpowiedziałam dziarsko. W rzeczywistości był kąt prosty (pod takim kątem byłam pochylona ku ziemi).

Na drugi dzień wymiotowałam.Jestem pewna, że nie przez narkozę a z głodu. Pół dnia domagałam się kleiku.Dostałam, jak już było po wszystkim. W sumie aż 4 razy. 2 x niczym, 2 x żółcią.Robiąc to chyba niefortunnie usiadłam. Czułam rozdzierający ból po prawej stronie. I ten ból, choć już nie tak duży, towarzyszył mi do końca pobytu w szpitalu. Później miałam nerwy. Że coś mi się uszkodziło. Rana bolała.Temperatura podwyższona. Macało mnie trzech lekarzy. W końcu werdykt: zaszyto mi trochę powietrza, co się zdarza i dlatego rana ‘trzeszczy’. Na wszelki wypadek USG nerek. Pielęgniarka zawiozła mnie na wózku inwalidzkim piętro niżej na inny oddział. Gdy położyłam się na łóżku z przerażeniem stwierdziła, że nie mam majtek i rzuciła się w moją stronę z ręcznikiem. Lekarz nie wyglądał na tak przerażonego 🙂 Po prostu na ginekologii weszło mi w krew:-) Z nerkami wszystko w porządku. To dlaczego następnego dnia tak bardzo bolały ??? Oddziałowa zarządziła: chodzić !, chodzić !, chodzić!

No to podjęłam wyzwanie. Świat zawirował. Myślałam, że serce wypadnie mi z piersi; puls chyba ze 180! Dopiero wieczorem okazało się (świetna lekarka internistka), że przyczyną moich problemów był brak płynu ! Po prostu myślałam, że jeszcze nie mogę pić i cały dzień tego nie robiłam !!! To był trzeci dzień. A internistka była kochana. Przed operacją zaszczepiła we mnie optymizm mówiąc, że mam najlepsze wyniki na oddziale i na pewno okaże się że jestem zdrowa. Bo na ginekologii zaczęła ogarniać mnie jakaś schiza. Wycięcie wszystkich narządów zaczęło mi się wydawać słusznym rozwiązaniem. Jak dobrze, że papiery podpisywałam pierwszego dnia pobytu w szpitalu, gdyż nie zgodziłam się na tak drastyczne kroki. Na mój opór lekarz spytał, czy w rodzinie był rak.

– Tak. Babcia umarła na raka mózgu, dziadek na raka prostaty.

Lekarz na to: – No widzi pani.

Gdy patrzy się na kobiety przyjmujące chemię (często i panie w podeszłym wieku), człowiek myśli: czy im to potrzebne? W pewnym wieku chyba jednak wskazane by było radykalne cięcie,żeby uchronić się przed tym cierpieniem, żeby mieć tam czysto.

 Następne dni mijały już beztrosko. Kolega przysłał mi SMS-a: „Don’t carry anything heavier as a cup oftea”.  I to jest to!

Starałam się jak najwięcej chodzić. Wyczekiwałam księdza, pań salowych z posiłkami i … stolca. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak mnie ucieszy sucha bułka, pasta jajeczna czy łyżka dżemu a na szósty dzień po operacji śliczna kupka. Wreszcie!

Teraz jestem w domu. Nabrałam dystansu. Otrzymuję potrzebne wsparcie.

Jedyne co mi zostało z ‚tamtych dni’ to wspomnienia i sposób ubierania 🙂 Piżama, skarpetki (24 h) i szlafrok:-)

A zszyta zostałam tak pięknie, że nawet moja rana się do mnie uśmiecha 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: