Lampka wina

Znów nie piszę … ale mam usprawiedliwienie. Od niedzieli jestem marudna, więc staram się Wam oszczędzić przykrych odczuć ….
W niedzielę w południe byłam chwilę na sankach z Julką. Po 30 minutach wróciłyśmy z planem, że zjemy obiad i pójdziemy na większą górkę. Ale po chwili tak okropnie bolały mnie nogi … jakbym wróciła z maratonu. W poniedziałek po pracy trochę pochodziliśmy po sklepach i znów wieczorem czułam się jak po maratonie.
Wczoraj prosto z pracy pojechałam tylko kupić kapcie mojemu rosnącemu Potworkowi a potem do przedszkola i do domu i o godz 18 byłam padnięta.
Dziwnie.
Dopiero gdy Jacek wrócił do domu i zobaczył jak wyglądam powiedział
– To przez wino!
Jakie wino chciałam wejść w dyskusję … ale potem mi się przypomniało, że w sobotę wypiłam dwie i pół lampki wina.
Jedyne dwie i pół lampki. Upić się nie upiłam 🙂 właściwie nawet radośnie mi się ledwo zrobiło …. a tu takie następstwa – trzy dni słabości mięśni i marudzenia 🙂
Chyba w końcu powinnam zapamiętać, że alkohol mi od czasu GBS nie służy. Powinnam. Ale tak rzadko piję, że zapominam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: