Rodzinka GEOKRETÓW

  

Już jakiś czas temu interesował mnie temat poszukiwania skarbów czyli poszukiwania skrzynek ukrytych gdzieś w Polsce. Jest w necie parę miejsc, gdzie można zobaczyć na mapie, gdzie znajduje się najbliżej mojego domu ukryta skrzynka.

Kilka tygodni temu znalazłam informację o skrzynkach schowanych w ciemnym, glębokim lesie w opuszczonej bazie wojskowej. Odległość od naszego domu była dość znaczna. Zaplanowaliśmy, że wybierzemy się tam rowerami. Ale że dystans 5,5 km dla GBS-owca stanowi wyzwanie (przynajmniej tak bez rozgrzewki) zaczęliśmy wycieczki rowerowe od krótszych dystansów. Kupiliśmy fotelik dla małego Misia. I ruszyliśmy. Pierwsza wycieczka – oj, nie powiem. Przekroczyłam granicę swoich możliwości, nogi miałam jak z waty. Za każdym razem zwiększaliśmy odległości, aż w końcu w niedzielę postanowiliśmy rzucić się na bazę wojskową 🙂

Zapakowaliśmy koc, picie, wafelki, kurtki przeciwdeszowe (bo ta pogoda jest w tym roku okropnie niezdecydowana), małego Misia, wydrukowane wcześniej opisy dwóch ukrytych skrzynek i pojechaliśmy. Gdy dotarliśmy do odpowiedniego lasu odpaliłam Grażynę czyli naszą nawigację (Grażyna wzięła się od nazwy Garmin). Kazała nam wjechać w dziwnym miejscu do lasu 🙂 Zastanowiliśmy się chwilę, ale stwierdziliśmy, że chyba Grażyna wie co mówi (skręć w prawo 🙂 )

Jechaliśmy i jechaliśmy. Ptaszki śpiewały a las robił się coraz straszniejszy. Ciemny. Nieprzyjemny. W końcu Grażyna powiedziała, że zbliżamy się do celu. Dziwne. Pierwsza skrzynka miała byc ukryta w okolicach budynku, a w miejscu w którym się znajdowaliśmy były tylko drzewa 🙂 i pozostalości po płocie. Musieliśmy zrobić przerwę na piknik bo mały Misiu domagał się wafelków i picia (że też małe dzieci na początku wycieczki najchętniej zjadłyby i wypiły całe zapasy). Okazało się, że Grażyna się pomyliła. Może trochę z mojej winy 🙂 bo coś nadusiłam niechcąco i się przeprogramowała – ale to chyba jej wina, że taka wrażliwa jest 😉 Nastawiłam ją jeszcze raz pojechaliśmy dalej. Tym razem dotarliśmy do budynku. Taki śmieszny, opuszczony, pomalowany we wzorek moro 🙂 Kiedyś przechowywano w nim rakiety. Brrrrr. Za budynkiem Grażyna powiedziała:

-Dotarłeś do celu.

Więc ją wyłączyłam i zaczęliśmy szukać skrzynki.

– Mamo, a gdzie jest skarb.

-Mamo, a co to za skarb.

-Mamo, a będzie w nim coś do jedzenia?

Co 30 sekund Misiu zadawał pytania.

Wskazówka mówiła – między suwnicą a wieżą zobaczysz oczko.

Szukaliśmy więc jakiejś studni? oczka wodnego itp. Aż nagle na jednym kamieniu zobaczyliśmy napis 21 🙂 OCZKO 🙂

Pod kamieniem przykryta sianem i ziemią leżała drewniania skrzynka. A w niej książeczka, w której wpisują się wszyscy odkrywcy 🙂 oraz skarby. Karty do gry w Piotrusia, samochodzik, serduszko breloczek i parę innych. W dobrym tonie jest zabrac coś na pamiątkę i włożyć coś swojego.  Zabraliśmy samochodzik, włożyliśmy świnkę.

– Mamo, to jest samochód HOT WINGS – powiedziała Julka, która jest znawcą i miłośnikiem samochodów (chciałam urodzić chłopca 😉 )

Podekscytowani ruszyliśmy odnaleźć drugi skarb. Niesamowita zabawa 🙂 Można poczuć się znów dzieckiem. Oderwać się od problemów. Wszyscy bawimy się razem 🙂 Bosko.

Druga skrzynka ukryta była bardzo blisko opuszczonych koszar. Podobno jest to ulubione miejsce paintballowców (na ziemi leżało mnóstwo zużytych paintballowych nabojów). Widoki jak w dobrej grze komputerowej np. Call of Duty. Aż chciałoby się pobiegać z karabinem 🙂
Nakręciliśmy się na ten geocaching, bo to jest super sposób na miłe spędzanie letnich dni. Już planujemy następny geokreci wypad … a potem ? zakopiemy swój własny 🙂

 

2 myśli na temat “Rodzinka GEOKRETÓW”

  1. wow:) swietna zabawa a ja nigdy o czymś takim nie słyszałam :)a co do rowerow… to bede chwalipieta:)po 3 miesiacach od choroby pokonałam 20km trase z moja klasa. ale to tylko dlatego ze uwielbiam jezdzic:) pozdrawiam i miłej zabawy 😀

    Polubienie

    1. 20 km? wow 🙂 jestem pod wrażeniem 🙂 Ja zauważyłam, że moje jechać daleko, ale tylko wtedy kiedy ja nadaję tempo (raz szybsze, raz wolniejsze), gdy jadę za Misiakiem to muszę bez przerwy pedałować i po chwili moje mięśnie wołają o pomoc, ale wystarczy kilkusekundowa przerwa w pedałowaniu, naciągnięcie mięści i można jechać w siną dal …

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: