W zdrowiu i w chorobie … aż do śmierci

Czytałam gdzieś ostatnio info, że Edzia rozchodzi się z mężem, bo znudziło się jej bycie jego pielęgniarką.

Chodzi mi o Edytę Górniak i jej męża Krupę. Nie przepadam za nią. 🙂 Łagodnie to powiedziałam. Drażni mnie jej ekspresja, nademocjonalność, nadmiękkość, nadwrażłiwość, nadspontaniczność i wiele innych nad … Właściwie wszystko mnie u niej drażni. Ale inof, które przeczytałam mnie oburzyło.

Dla tych, którzy nie wiedzą to jej mąż zachorował (niestety 😉 nie wiem na co, bo nie śledzę pudelka na bieżąco). Było z nim kiepsko, a teraz chyba jest lepiej, ale facet jest chudy jak palec. I jakaś zaprzyjaźniona z Edzią osoba potępia ją anonimowo, że woli imprezować niż opiekować się chorym facetem. Że bycie pielęgniarką ją zmęczyło, przerosło.

Nie chcę stawać w obronie Edzi, ale nurtuje mnie pytanie, czy osoba, która tak ostro krytykuje, chętnie poświęciłaby swój czas, by zająć się chorym partnerem.

Czy ktokolwiek w dniu ślubu zdaje sobie sprawę ze slów składanej przysięgi? W zdrowiu i w chorobie …. dopóki śmierć nas nie rozłączy.Ja myślałam sobie, że do chorób mamy jeszcze z 50 lat, więc pomyślę o tym potem. Przed nami przecież całe życie 🙂 A po 3 latach od przysięgi mój Misiaczek został wystawiony na próbę. Z dnia na dzień jego żona położyła się w łóżku. Nieruchoma.

Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę na czym polega zajmowanie się kimś chorym ? Oprócz tych, którzy to praktycznie przerobili? Weźmy taki nawet nie najgorszy zespół Guillaina Barrego. Paraliż czterokończynowy. Twój partner leży w szpitalu. Nie wie kiedy wyzdrowieje, jakie zostaną pozostałości. Nie może się ruszyć, podrapać, napić, nie utrzyma komórki żeby do Ciebie zadzwonić, nie umyje się, nie załatwi potrzeb fizjologicznych, nie przebierze się w czystą piżamę, nie usmiechnie się bo ma totalnego doła. I zapewne ma do ciebie pretensje 🙂 No bo nawet jeśli pomagasz, to jest niesprawiedliwe, że Ty możesz chodzić, wrócić do domu, obejrzeć tv, poczytać książkę a on/ona nie może nic.

A Ty? siedzisz u niego w szpitalu, pomagasz jak możesz, sam/sama jesteś zdołowana, bo nie możesz ulżyc w cierpieniu najkochańszej Ci osoby, pokazujesz jej, że wszystko będzie dobrze …. a poza tym masz normalne obowiązki, praca, jedzenie, comiesięczne rachunki, wszystko na Twojej głowie. Nagle. Nie mogleś się do tego przygotować.

I co? Wg mnie wytrzymają tylko nieliczni. Ja nie odważyłabym się potępiać kogoś, kto spróbował i jednak nie dał rady. Uznał, że go to przerasta.

Bo co jeśli chory wraca do domu i nadal nie jest sprawny? np. jeżdzi na wózku. Albo ma już dość takiego życia i nie doceniąc twoich starań podejmuje decyzję o samobójstwie – i ją zaciekle realizuje?

ja podziwiam takich ludzi. Bliskich chorych, którzy są dla nich wsparciem. Nie będę przypominać jeszcze raz imion, moich Bliskich, bo im juz dziękowałam nie raz 🙂 ale Ethelko – podziwiam Twojego DJ-a !!! Ja nie wiem czy to bym wytrzymała.

I przyznam się (ale w tajemicy,oki?) że mimo, że jestem pewna uczuc Misiaczka do mnie to w pewnym momencie starałam się przygotowac psychicznie na to, że nie wytrzyma i … 😦 Bo nie takie były warunki kontraktu małżeńskiego 😉 Brał sobie młodą, dynamiczną, radosną żonę a nie bezwładne ciało. Ludzie rozchodzą się bo się zmieniają. Zmieniają się sytuacje. A w przypadku choroby? to przecież logiczna zmiana sytuacji, i nawet największa miłość może wypalić się w toku zmagań z szarą rzeczywistością.

Ja miałam komfort, że przy mnie cały czas był kochający i delikatny mężczyzna. Dzięki temu rehabilitacja, powrot do zycia i funkcjonowanie teraz jest łatwiejsze 🙂 To pomogło. Nie musialam zawracać sobie głowy głupotami. Liczyła się tylko rehabilitacja .

3 myśli na temat “W zdrowiu i w chorobie … aż do śmierci”

  1. uciekanie od cierpienia drugiego człowieka to naturalna ludzka reakcja więc czasem nic w tym dziwnego poza tym zawsze w cierpieniu będziemy sami bo zawsze dana choroba która się do nas przyczepia jest indywidualnością i przechodzimy ją jak by indywidualnie więc nie da się wczuć tak do końca w osobę która cierpi

    Polubienie

  2. GBS-ko mój mąż stanął przed takim wyzwaniem niespełna 1,5 tygodnia po ślubie… były wielkie doły i przy mnie trwał w najgorszych dniach… Nie wiem jak przy mnie wytrzymał… do dziś się zastanawiam…

    Polubienie

    1. 1,5 tygodnia ??? to hard core normalnie 🙂 ale po takim początku może byc tylko lepiej :)A gdyby odszedł to miałabyś mu to za złe?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: