GWW – Ciężki przypadek Agnieszki

Agnieszka, 43l, Elbląg, zachorowała w maju 2003 r. początkowo GBS potem C.I.D.P.

pobyt w szpitalu – 5 miesięcy, rehabilitacja – nadal

leczenie – Betaloc, ketonal, fraxiparyna, ranigast, ulgastrin, metoclopramid, diflucanherpesin, dexaven, sandoglobulina, imipenem/cilastatin, estasolam, spironol, amikacyna, prednison, nitrofurantoina, fluoxetyna,witaminy z grupy B i vitC.

stan zaawansowania choroby – niedowład czterokończynowy wiotki, porażenie nerwów czaszkowych, oddech nie mierzalny

poprawa – powolutka po 4 miesiącach

stan obecny – ból stop, przeczulica, drętwienie

 

A oto historia Agnieszki:

Jak już pisałam ,choroba zaatakowała mnie w maju 2003 roku,pamiętam byłam w pracy i pod koniec dyżuru popołudniowego,poczułam jak drętwieją mi ręce,to było we środę.W czwartek rano,drętwiały mi już stopy.Dostałam natychmiast skierowanie do neurologa,który powiedział,że muszę udać się do szpitala.Wróciłam po pracy do domu i spakowałam rzeczy,na drugi dzień miałam rano stawić się w szpitalu.Niestety w piątek rano nie mogłam wstać z łóżka,niedowład już postępował.Karetka zabrała mnie do szpitala.Robiono mi szereg badań.W nocy z piątku na sobotę ,zaczęły się problemy z oddychaniem.Nie było dla mnie respiratora,więc siostry całą noc przy mnie czuwały ,podawały mi tlen,mało z tego pamiętam.Rano w sobotę przewieziono mnie na OIOM i podłączono do respiratora.Przebywałam na OIOM-ie w Elblągu 2 tygodnie,potem,ponieważ stan był bardzo ciężki,niedowład czterokończynowy-wiotki,porażenie nerwów czaszkowych,oddech niemierzalny ,przewieziono mnie do Gdańska do Akademii.Tam wykonano tracheotomię i wkłucie centralne.Zaczęłam wracać do żywych.Pobyt w Gdańsku już pamiętam.Nie mogłam mówić,ani poruszać się,nic nie „działało”.Na noc zaklejano mi powieki plastrem do snu.To był koszmar,bolało mnie wszystko,całe ciało i skóra,nie można było mnie dotknąć.Do toalety porannej usypiano mnie na krótko przez pierwsze dni.Dopiero  za 1,5 miesiąca odłączono mnie od respiratora,po dwóch przewieziono na oddział neurologii w tamtejszm szpitalu.Od początku byłam rehabilitowana,kiedy przechodziłam na oddział neurologii,mogłam ruszać głową,i zamknąć oczy.Mogłam też pomalutku jeść,miałam jeszcze rurkę tracheostomijną,którą po kilku dniach mi wyjęto.To był koniec lipca.W sierpniu stopniowo zaczynałam poruszać trochę barkami,potem ręce,tułów i na końcu nogi.Zaczęto mnie sadzać,traciłam przytomność.Potem jak mogłam siedzieć,uczyli mnie wstawać,przewracałam się.Jak już troszeczkę byłam mocniejsza,zaczęłam stawiać pierwsze kroki.Po jednym ,dwa itd.Mam 180 cm wzrostu,a ważyłam wtedy 49 kg.Pod koniec września powolutku ,na bardzo krótkich odcinkach mogłam sią poruszać za pomocą dużego balkonu z podporą pod pachy i ręce.Głównie jeździłam na wózku.6 Października przewieziono mnie ze szpitala do centrum rehabilitacyjnego w Dzierżąznie,przebywałam tam do 2 grudnia 2003.Wyszłam stamtąd o kulach,nareszcie do domu.Sama bez podparcia zaczęłam chodzić dopiero w kwietniu 2004r,więc prawie rok to trwało.Cały czas korzystam z rehabilitacji dwa razy do roku,chociaż zaraz minie 6 lat.Nie wróciłam do zdrowia.Cierpię na przewlekłą polineuropatię czuciowo-ruchową typu demielinizacyjnego,niedowład prawej strony twarzy.Szpikują mnie teraz różnymi lekami,bez efektu.Nie ma poprawy i chyba nie będzie.Bolą mnie stopy,mam przeczulicę rąk i stóp.Jestem na rencie,mam orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu lekkim(swoją drogą nie rozumiem dlaczego lekki???).Pracuję na pół etatu,chociaż mi ciężko,ale z renty nie da się żyć!!!.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: