GWW – Chorująca na obczyźnie Monika

Monika, 33 lata, Katowice/Dortmund, zachorowała w grudniu 2006 r.

pobyt w szpitalu –   14 dni, rehabilitacja- 8 tygodni

leczenie – immunoglobuliny

stan zaawansowania choroby – umiarkowany, chodziła samodzielnie, nie potrzebowala nawet balkonika

stan obecny – męczliwość, problemy z czuciem w rękach, z koncentracją

 

A oto historia Moniki:

Jak było z moja choroba? Zaczęło się niewinnie. Teraz wiem ze pierwsze objawy przyszły dużo wcześniej niż ból. Najpierw miałam wrażenie ze pogorszył mi się wzrok bo jadąc samochodem znaki stawały się czytelne prawie tuz przed maska, dużo, duuuzo wcześniej umiał ja przeczytać mój mąż. Potem zaczęłam nadmiernie pocić i było mi wiecznie gorąco –  zwaliłam na hormony no bo przecież karmiłam piersią wiec co innego może to być. Na początku grudnia przyjechał do mnie mój brat i wybraliśmy się na tradycyjny świąteczny kiermasz. Tego dnia po raz pierwszy poczułam mrowienie i drętwienie w nogach (pomyślałam ze pewnie zmarzły mi nogi 😉 . Później z dnia na dzień gorszy ból najpierw w nogach potem w plecach. Nie jestem wrażliwa  wiec dzielnie go znosiłam. Było ciągle gorzej bo nie mogłam się położyć z bólu do łóżka. Poszłam do ortopedy bo myślałam ze to wypadniecie dysku. Nic z tego. Wszystko ok. A ból się nasilał i nasilał wiec na drugiej wizycie zgodziłam się na rentgen. I
nadal bez diagnozy. wszystko ok. widać było i on tez tego nie ukrywał ze nie wie jak mi pomoc. Sugerował szpital a ze to był 22 grudnia kto myśli o szpitalu. Dzisiaj wiem ze w moim ciele już wtedy postępował paraliż. Wytrzymałam jeszcze jeden dzien. Zadzwoniłam do rodziców ze nie wiem co się ze mną dzieje i że nie jest dobrze. Ustaliliśmy ze przylecą najszybciej jak się da. W wigilie rano pojechałam do szpitala po zastrzyk przeciwbólowy który miał mi pomoc na jakieś 24h. przestał działać po 5 wiec wiedziałam ze to cos poważnego i zdecydowaliśmy z mężem ze pojedziemy na konsultacje do klinice. Zostałam tam 14 dni z czego przepłakałam jakieś 12. Najpierw dlatego ze mnie bolało, potem z tęsknoty za dziećmi i rodzina (w końcu były Święta), potem widząc ludzi na intensywnej terapii a potem sama nie wiem dlaczego. Na początku nikt mi nie chciał dokładnie nic powiedzieć. Ale dla mnie liczyło się ze ból powoli ustaje. Pamiętam tez ze wciąż płakałam bo nie umiałam poradzić sobie z ta cala sytuacja. Obcy ludzie, obcy język, respiratory; będąc już w ośrodku rehabilitacyjnym zobaczyłam ile miałam szczęścia, ze tak szybko i dobrze mnie zdiagnozowano. Nie byłam na wózku i nawet nie potrzebowałam; balkonika; do chodzenia. Dzisiaj wiem ze to ogromne szczęście ale pomimo to wciąż nie wróciłam do poprzedniej sprawności zarówno fizycznej jak i psychicznej (nie pamiętam wielu spraw, zdarzeń  i nadal dużo zapominam co mnie naprawdę denerwuje). Podobno do roku czasu miało wszystko powrócić do normy ale jak widać wcale tak nie jest.
To co teraz napisze może cie trochę zaskoczyć ale tak jest: ta choroba dużo mnie nauczyła. Zmieniłam się. Dziękuję tez Bogu za to co przeszłam. Wydawałoby się nie może być już gorzej a jednak. Gdyby nie ta choroba nie wiem jak poradziłabym sobie z wydarzeniami końcówki 2008 roku. Uwierz mi ta choroba dala mi sile i inne spojrzenie na sprawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: