Grupa WW – Podróżujący pociągiem Michał :)

Michał, 27 lat, zachorował w 2007 r

pobyt w szpitalu – 1 miesiąc,

leczenie – kortykosteroidy, kwas alfaliponowy, wsparcie psychologiczne! (bardzo ważne)

poprawa – widoczna po ok. 4 miesiącach

stan zaawansowania – stan lekko-średni, w najgorszym momencie nie mógł sam zjeść obiadu, napić się, ale mógł chodzić – czyli człapać i powłóczyc nogami

stan obecny – totalnie zdrowy 🙂

 

A oto historia Michała:

Na ZGB zachorowałem w wieku 25 lat… Po kilku miesiącach od początku choroby jestem przekonany, że największy wpływ na pojawienie się zespołu miał bardzo silny, długotrwały stres związany zarówno ze sprawami prywatnymi jak i zawodowymi. Do tego należy dołączyć brak czasu na zjedzenie porządnego posiłku w ciągu dnia, brak aktywności fizycznej, sportu i – co za tym idzie – ogólne obniżenie odporności.
Wszystko zaczęło się od zatrucia pokarmowego (po wizycie w chińskiej restauracji), które męczyło mnie w drugiej połowie sierpnia. Od 27. sierpnia objawy żołądkowe zniknęły a pojawiła się podwyższona temperatura. Od 29. dnia miesiąca bóle kręgosłupa i stawów skokowych. Nie wiedziałem co się dzieje (stopy bolały jak po skoku z dużej wysokości – takie odnosiłem wrażenie), uważałem, że po prostu dopadł mnie jakiś przykry wirus lub też źle spałem, ewentualnie gdzieś się przedźwigałem i stąd takie objawy. Niemniej profilaktycznie udałem się do internisty, który zapisał leki przeciwzapalne i zasugerował, żeby, w razie nie ustąpienia bólów, udać się do ortopedy.
W czwartek 30. sierpnia obudziłem się z dziwnym uczuciem osłabionych rąk. Zacząłem się poważnie denerwować wieczorem, gdy podobny objaw zaobserwowałem w nogach. To wszystko zaczęło mi nasuwać na myśl jakieś problemy neurologiczne (a nie ortopedyczne jak zasugerował internista) i umówiłem się na sobotę 1. września – najbliższy możliwy termin – do neurologa w jednej z warszawskich prywatnych przychodni. W piątek nie poszedłem już do pracy a osłabienie rąk i nóg doszło do tego stopnia, że z trudnością się wykąpałem. Sobota to neurolog i… nie wiadomo co się dzieje. Lekarz wyklucza kilka chorób (możliwe, że padło wtedy hasło ZGB, ale nazwa ta nic mi nie mówiła) między innymi dlatego, że objawy nie były jeszcze tak charakterystyczne – mogłem jeszcze m.in. stawać na palcach u stóp oraz na piętach… W niedzielę bez zmian i w poniedziałek drugi raz do tego samego neurologa – tym razem nie mogłem już prawie chodzić z powodu bólu mięśni i stawów oraz totalnego osłabienia – i od razu skierowanie do szpitala.

Dostałem skierowanie do szpitala, a że gdzie będzie mi lepiej niż w rodzinnym miasteczku – Śrem pod Poznaniem – to postanowiłem, że pojadę do siebie:) Moja przyjaciółka odwiozła mnie na pociąg (i pomogła wtargać mnie do wagonu bo nie byłem w stanie już wejść na stopień wagonu). Z pociągu w Poznaniu odebrał mnie mój Tata i zawiózł do szpitala na Neurologię w Śremie.
Sprawna opieka, szybkie badania i konkretna diagnoza (ostra aksonalna neuropatia ruchowa czyli AMAN), potwierdzona ostatecznie po punkcji lędźwiowej i nadmiarem białka w płynie rdzeniowo mózgowym (225 przy normie 50). Jak to określił już przy wypisie ze szpitala lekarz prowadzący, mój przypadek to „2” w czterostopniowej skali ZGB a więc lekko-średni. Nie była potrzebna plazmafereza, a leczenie opierało się na kortykosteroidach (metyloprednizol) oraz na odbudowie uszkodzonych nerwów dużymi dawkami kwasu alfa-liponowego plus witaminy i minerały oraz zapewnienie opieki psychologicznej. Ta ostatnia forma jest według mnie szczególnie potrzebna osobom z ZGB… Nie dotknęła mnie najcięższa forma z niewydolnością oddechową, a jednak fakt, że nie mogłem samodzielnie wykonać najprostszych czynności typu założenie skarpetek, umycie zębów czy podniesienie kubka z herbatą, był bardzo przygnębiający. Dodatkowo wrażenie, że mimo kilkutygodniowego pobytu w szpitalu nic się nie zmieniło na lepsze, nie pomaga w dobrym samopoczucie.
W sumie na oddziale neurologicznym spędziłem prawie miesiąc (w tym moje 26. urodziny), „przeżyłem” nieprzyjemne badanie EMG, tygodniowe bóle popunkcyjne (po drugiej, kontrolnej punkcji) i … czuję się z dnia na dzień co raz lepiej. Określiłbym to tak, że w październiku dochodziłem do siebie po szpitalu, w listopadzie pojawiły się pierwsze duże symptomy poprawy (zacząłem w miarę normalnie chodzić, mogłem samodzielnie wstać z łóżka) a od grudnia czuję się już naprawdę dobrze. Jedynym mankamentem są nadal po 3 palce w obu dłoniach: środkowe, serdeczne i małe. Charakteryzuje się to tym, że np. nie mogę wciąż swobodnie otworzyć butelki z wodą mineralną czy też przekręcić klucza w drzwiach typu Gerda. Jak już wspomniałem wcześniej,
widoczna i znacząca poprawa to koniec roku 2007 – w połowie 2008 r.
byłem już totalnie zdrowy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: