A jednak się szczęści :)

Przeglądam grudniowy Twój Styl. Patrzę na uśmiechniętą Alę Janosz i tytuł artukułu „A jednak się szczęści”. Nie będę czytać takich głupot! Znowu młoda, uśmiechnięta osoba, która odniosła sukces będzie marudzić, ile to trudności musiała pokonać, by znaleźć się tam gdzie jest. Banały. Omijam go.
Ale po kilku dni wracam. Coś mnie do niego przyciąga. Historię Ali Janosz szybko omijam. Kolejna opowieść na ten sam temat – Katarzyna Montgomery. Kto to jest? Czytam. O Boże. To kobieta, która przeżyła to co ja. Myśli tak jak ja. Czuje tak jak ja.
 
Moje życie też ciągle przyspieszało. Koniec studiów. Praca. Miłość. Własna firma. Sukcesy.Ślub. Kupno własnego domu. Ciąża, w którą zaszłam bez problemu. Błyskawiczny poród. Zdrowe piękne dziecko. Jestem młoda, a tyle już mam. Urodziłam się pod szczęśliwą gwiadą – myślałam.
Tyle potrzeba nam do szczęścia. I sukces, i pieniądze, i miłość. Gdy czegoś brak, czujemy, że los nas oszukał.
Tyle już mam ale jakoś zagubiło się szczęście. Czego mi brakuje? I nagle ból pleców, mrowienie, drętwienie, osłabienie.  19 lutego nie mam siły unieść nogi by założyć spodnie. Mąż zawozi mnie do szpitala. Szybko pada diagnoza – zespół Guillaina- Barrego – wielomiesięczny pobyt w szpitalu, jeszcze dłuższa rehabilitacja. Tak jak Katarzyna nie mogłam się podnieść. Wszystkie mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Leżałam podłączona do monitorów, bo było ryzyko, że mięśnie odpowiedzialne za samodzielne oddychanie dołączą się do komitetu strajkującego „Solidarność mięśni”. Leżę. I na nic pieniądze, dom, firma. Pomaga tylko obecność ludzi. Najbliższych, na których mogłam liczyć. Bycie 100 % zależną od innych budzi lęk,strach, depresję, łzy leją się bez przerwy. W końcu biorę się w garść. W końcu jestem silną babą!
Po półtora miesiąca leżeniu zniszczony organizm zaczyna się odbudowywać, powoli uczę się siadać. Towarzyszy temu ból. Ale siedzenie jest bardzo ważne. Jak to opanuję, przesadzą mnie na wózek inwalidzki i będę mogła jeżdzić. Zmieniać otoczenie… Przechodzę dzielnie kolejne etapy – wstawanie, przenoszenie ciężaru ciała z nogi na nogę,chodzenie z balkonikiem, chodzenie po schodach. W końcu chodzenie samodzielne.
Łączą mnie z Kasią podobne objawy chorobowe, te same traumatyczne przeżycia… ale nie tylko. Ja też przekonana jestem o tym, że nadal ktoś nade mną czuwa. Ktoś nakazał mi się zatrzymać. Bardzo boleśnie,ale widocznie słabszych wskazówek nie byłam wstanie dostrzec. Wiem już dziś, że sukces i szczęście to nie to samo. Ale dziś mam i jedno i drugie. Poznałam siebie. A ponadto otwarłam się na drugiego człowieka. …. 

Jeden komentarz na temat “A jednak się szczęści :)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: