POZYTYWNIE :)

Hm, dziś będzie niezwykle – po raz pierwszy zupełnie na żywo i chyba po raz pierwszy zupełnie pozytywnie 🙂

Dzisiejszy dzień był niesamowity. Zapowiadał się kiepsko. Kiedy w sierpniu byłam u neurologa dostałam od niego skierowanie na rehabilitację dzienną do ośrodka, w którym postawili mnie na nogi. Jak to oczywiście jest przy okazji państwowej kasy dla chorych – przekazałam skierowanie do ośrodka i wyznaczono mi termin rehabilitacji na 1.grudnia 🙂 Po co się spieszyć? 🙂 Może chory zdąży umrzeć 😉 W każdym razie wyznaczyli mi też wizytę u lekarza wyznaczającego mi ćwiczenia i zabiegi na dzień 30.10. czyli na dziś.

Nie będę ukrywać – stresowałam się dziś od rana niemiłosiernie. I to nie z powodu wizyty u lekarza. Bałam się jechać do ośrodka. Hm, tyle niemiłych wspomnień się z nim wiąże. Jeżdziłam przecież po nim na wózku inwalidzkim. Byłam sama. No prawie. Byłam zagubiona, onieśmielona, niepewna jutra, chwilami załamana. Na początku czułam się źle wśród tych wszystkich chorych ludzi. Zwłaszcza, że byłam jedną z nich. Dopiero kiedy zaczęłam się na nich otwierać poczułam się lepiej.

Dziś, prawie osiem miesięcy po chorobie miałam wejść do tego budynku. Znów zobaczyć te korytarze, schody, które tak trudno było pokonać. Zobaczyć tych kalekich ludzi czekających pod salą ćwiczeń. Też tak kiedyś czekałam na zajęcia. I to był cały mój świat. Nie istniało życie na zewnątrz. Nie chcę do tego wracać.

Wsiadłam więc zestresowana do samochodu i ruszyłam na spotkanie. Cóż tak trzeba. Przed skrętem w uliczkę prowadzącą do ośrodka zawachałam się, wyjechałam stamtąd sześć miesiący temu i każdego dnia coraz mniej pamiętałam z tamtego okresu. W życiu trzeba być twardym, nie miękkim 🙂 Zaparkowałam auto i popatrzyłam na balkon, na którym siadałyśmy z moją Milką. Nie mogłam opanować uśmiechu. Idę dalej. Przed wejściem do ośrodka stoi samochód -catering 🙂 przywieźli obiadek. „Oj to były czasy”-pomyślałam z uśmiechem-„siedziałyśmy sobie z EMilką na słoneczku, a jak podjeżdzał samochód z obiadkiem zgadywałyśmy jaką dzisiaj dadzą zupkę 🙂 i wracałyśmy do pokoju”. Uświadomiłam sobie, że nie pamiętam wiele złych chwil, za to całe mnóstwo miłych z końca mojego pobytu.

Kochana Emilko chciałam Ci podziękować za To, że byłaś. Jakiś Anioł mi Cię zesłał z nieba. A może to Ty byłaś Aniołem 🙂 Przywróciłaś mnie do życia. Przypomniałaś, że świat to nie tylko choroba. Można się cieszyć ze słonka i z bardzo małych rzeczy 🙂

Ale wracając do mojej wizyty. Wchodzę do ośrodka, patrzę a w kąciku dla palaczy siedzi mój kolega-Marcin, który stracił nogę w wypadku samochodowym. Chwila rozmowy wystarczyła, żeby eksplodowała we mnie ogromna energia 🙂 Pół roku temu oboje siedzieliśmy na wózkach. Dziś ja jestem tym szczęśliwcem, który wpada tu na chwilkę, na własnych, sprawnych i zgrabnych 😉 nogach.

W końcu wchodzę do pokoju lekarskiego. Lekarka wypytuje mnie o wszystko a następnie rozpoczyna badanie. Zaczynamy od poszukiwania odruchów 🙂 W sierpniu ich nie miałam. A dziś…. Uderzenie młoteczkiem w kolanko i noga pięknie odskakuje. Ale się cieszę. Odruchy wróciły, ale tylko cześciowo, nadal trójgłowy i skokowy są śladowe. Ale widać taka już uroda moich mięśni i nerwów.

Następnie lekarka bada siłę moich mięści. W różnych pozycjach daje mi opór i sprawdza czy mięśnie reagują prawidło.

– Lewa noga delikatnie słabsza niż prawa – mówi.

– Tak wiem, czuję to zwłaszcza gdy prowadzą samochód i naciskam na sprzęgło.

– Ale powiem szczerze – mówi z uśmiechem- że mogłybyśmy się siłować. Mięśnie są w bardzo dobrym stanie. Oceniam je na 6 🙂 A do normalnego życia wystarczy siła na poziomie 4.

– Bardzo się cieszę. Zapewne jest to zasługa moich treningów. Ćwiczę systematycznie (no dobra, będę szczera, prawie systematycznie) od trzech miesięcy.

Co prawda głównym powodem moich ćwiczeń jest zatrzymanie tycia 🙂 ale o tym nie mówię lekarce.

– To na pewno. Jest Pani w bardzo dobrym stanie. O wiele lepszym niż „zwyczajny” człowiek, zdrowy ale jednak nie zażywający regularnie ćwiczeń. A te dyskomforty, które Pani odczuwa sa na tyle minimalne, ze w badaniu nie jestem  wstanie ich stwierdzić. Hm, i co ja mam Pani wpisać w protokół, żeby nie wyszło, że jest Pani taka zdrowa …. napiszę, że ma Pani problemy z podniesieniem się z przysiadu.Bo gdybym miała ocenić Pani sprawność fizyczną, siłę mięśni, giętkość itp. to dostałaby Pani bardzo dobry minus 🙂

– 🙂

– AAA, i proszę nie przesadzać z treningami, nie wiem, czy te 4 km które Pani pokonuje nie jest zbyt dużo…. ja myślę, że 1,5 km stanowczo by wystarczyło 🙂

Jezu jak się cieszę. Nie dlatego, że lekarz stwierdził, ze rehabilitacja nie jest mi potrzebna. Dlatego, że w końcu ktos dokładnie mnie zbadał i stwierdził, że nie dość, że jest dobrze, to jeszcze jest lepiej niż u przeciętnego Kowalskiego. A ja lubię fruwać ponad przeciętną 😉

Poza tym, nie macie pojęcia jaką radość sprawiało robienie mi ćwiczeń, których przy poprzednich badaniach nie mogłam zrobić. Teraz w końcu mój mózg w pełni może dyrygować kończynami. BOOOOOOSKOOOOOO.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: