Tryb wysokoenergetyczny

Na czym to ja skończyłam? Aha – Po przetańczonym weselu myślałam, że to koniec ograniczeń, marudzenia, koniec GBS.

Ale niestety. Życie jest brutalne i nieprzewidywalne. Nawet nie wiedziałam, że nadszedł najtrudniejszy czas dla mnie. Dlaczego najtrudniejszy? Przecież chodziłam, byłam już w domu, nie w szpitalu, mogłam przy sobie wszystko zrobić – niby było ok. Ale.Ale. Ale. Zawsze jest jakieś ale 🙂

Dla mnie zaczął się wtedy okres najtrudniejszej walki – walki z własną psychiką i okres próby akceptowania mojego wyniszczonego organizmu. Niestety ten okres trwa do dziś. Czyli już ponad 5 miesięcy. Nie raz zdarzyło mi się usłyszeć – Przecież ty jesteś już zdrowa. No tak. Wyglądam zdrowo 🙂 i to jak zdrowo 🙂 Tyję 🙂 Zaokrąglam się wszędzie 🙂 Pracuję 🙂 Okaz zdrowia.

Ale mój organizm nie odbudował się jeszcze po huraganie GBS. Układ nerwowy nadal szwankuje. Wkurzają mnie głupoty. Nie odnajduję radości. Ale co? do końca życia mam być na tabletkach uspokająjących?

Po weselu nastąpiło coś co okropnie mnie zdziwiło. Jechałam rano do pracy. Pełna energii. Wychodziłam z pracy szybciej, powiedzmy ok.14, żeby pojechać do domu i profilaktycznie wypoczywać. Wsiadałam do samochodu i w drodze do domu mojej JA szalało:

– Jaka piękna pogoda, jak wcześnie jest, co ja mogę załatwić? przecież chcę czuć, że żyję! Wiem, pojadę do Ikei – muszę przecież kupić wazon, albo pojadę do domu i zrobię gruntowne porządki, tak! NAwet okna umyję. Nie mogę tracić czasu na odpoczynek, energia mnie rozpiera.

Dojeżdzając do domu już ledwo mogłam się skupić na prowadzeniu samochodu… oczy mi się zamykały. Wpadałam do domu, kładłam się na łóżko. Zasypiając myślałam, że jak wstanę to zrobię jeszcze to i to ….. I tak co dzień. Organizm w połowie dnia ma kryzys. Ja chcę działać. On chce spać.  Po dwóch tygodniach zaczęłam wpadać w dolinę. No bo niby żyję. Ale praca tak mnie wyczerpuje, że nie mam już siły na nic innego – nie ważne czy przyjemności czy obowiązki.

Rozmawiałam z zaprzyjaźnionym GBSowcem. On swój stan ducha ujął tak:

– No wiesz, jak się zerwę i coś zrobię, to zrobię. Ale jak ktoś mnie do czegoś namawia, jak pomyślę, że coś mam zrobić, to od razu czuję, że nie mam siły.

To kolejne stadium 🙂 Wtedy trudno mi było zrozumieć, mi energia normalnie nosem wychodziła ….. Dziś już wiem. Jestem na tym samym etapie co on wtedy. Aż boję się do niego zadzwonić, bo może się okazać, że kolejne stadium jest jeszcze gorsze.

Jak przeszłam z etapu wysokoenergetycznego na wysoce anemiczny? Zaczęłam łykać Bodymaks z żeń szeniem i okazało się, że mogę wyeliminować drzemki i działać. Nadrabiać stracony czas. Planować. Super wakacje, fitness, skoki ze spadochronem – (wiecie, że można skakać z tandemie? Skaczesz wraz z insruktorem, który nagrywa lot). Wszystko po to, żeby poczuć, że się żyje. Że nic mnie nie ogranicza. Mogę być taka jak wcześniej. Ale niestety. Nie da się oszukać organizmu 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: