Takie zwyczajne fobie początkującego

 ani mru Schody nie były jedyną trudną przeszkodą.

Nie zdawałam sobie sprawy, że mój mózg przyzwyczaił się do statyczności. Każdą nową sytuację traktował jak RED ALERT!

Zaczynam sama chodzić bez balkonika. Na poczatku małe dystanse. Pierwszy w pokoju, wstaję z łóżka i idę zgasić światło. W każdej chwili mogę złapać się ściany, szafy itp. Czuję brak bezpieczeństwa. ALARM! krzyczy mój mózg. Lekceważę go. Za każdym kolejnym razem mózg woła coraz ciszej. W końcu przyzwyczaja się, że to norma. Ok. To pora na kolejny bodziec. Wizyta w toalecie. Dłuuuugi korytarz. Poręcz. Idę. Trzymam się poręczy. Ale czasem jest przerwa, muszę zrobić kilka kroków nie trzymając się niczego. ALARM! ALARM! NIEDPOWIEDZIALNA KOBIETO! CO ROBISZ! Lekceważę to. Dam radę. Gdy już to opanuję decyduję się zejść na ćwiczenia bez balkonika.

Ćwiczeniowy spacer po lesie – mimo, że na prostym chodzę już pewnie pagórki wywołują panikę wśród mięśni. OOo, przede mną stroma górka. Hm. No może nie tak stroma. Ok. Dla normalnego człowieka, mały pagórek. Ale żeby na niego wejść muszę przyjąć niecodzienną pozę. Ośrodek równowagi wariuje. RED ALERT! Kurcze, wyłączcie mi mózg!!!

Na szczęście mój mózg potrafił w miarę szybko reagować na nowe sytuacje i zaraz po alarmie występowała najlepsza reakcja – przystosowanie się.

Po przystosowaniu się do spacerów do toalety bez balkonika, kiedy wiedziałam już, że nie muszę trzymać się poręczy by iść wybrałam się po raz pierwszy sama, bez żadnych „wspieraczy” na ćwiczenia. Niewielki dystans – od pokoju do windy może 4 metry, wychodzę z windy, skręcam  w prawo i idę prosto wąskim korytarzem. Tak, czyli teoretycznie żaden wysiłek, niewielkie wyzwanie. Idę. Wychodzę z pokoju. Idę wzdłuż ściany do windy. OOO. Muszę puścić się ściany żeby dojść do windy, do której drzwi znajdują się na równoległej ścianie. I wiecie jaki mam problem w tej chwili? Chodzący ludzie. Gdyby korytarz był puściutki swoim tempem dotarłabym do windy. Ale tu chodzą ludzie, jeżdzą wózki. To co, że poruszają się w żółwim tempie. Mi się wydaje jakbym stała przy autostradzie. Boję się, że pęd powietrza może mnie przewrócić. RED ALERT! Znowu? Nuda. ZNów walczę ze sobą. Dochodzę do windy. Zjeżdzam na dół. I tuptam na salę ćwiczeń. Jakiś długi ten korytarz… Czy dam radę? Zauważa mnie dziewczyna z fizjoterapii, chwali mnie. To jak wizyta na stacji benzynowej – tankuję paliwo, potrzebne do dalszych zmagań.

 

Jeden komentarz na temat “Takie zwyczajne fobie początkującego”

  1. Mnie przerazalo za kazdym razem kiedy mialam sie czegos puscic lub nie dotykac, po pewnym czasie zauwazylam ze nawet nie jest mi potrzebna osoba zaby mnie podtrzymywac ja poprostu ja lekka trzymam za reke a mozg mowi mi ze jest bezpiecznie…Najgorsze w tym pewnie jeszcze byly te opadajace stopy i ewentualnosc ze sie o cos nimi zahaczy i sie czlowiek wywroci i kto pomoze wstac…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: