W końcu upragnione wakacje

Normalnie do mnie to nie dociera. Jutro w końcu wyjeżdzamy na wakacje. Dziś ostateczne pakowanie. Jutro odpoczynek przed drogą i Maaaaaaaaaajooooorkaaaaaaaa, tralalalalala la oooo its Majoorka.

Dla wszystkich, którzy do mnie zaglądają ważna informacja – ciąg dalszy mojej relacji z rehabilitacji po 3.09.  Hm, mam nadzieję, że się ode mnie nie odzwyczaicie.

A tak szczerze, i po cichu. Troszkę boję się wyjazdu. No bo co będzie jak GBS zaatakuje mnie w basenie? Dziś rano obudziłam się z zawrotami głowy 🙂 Jeszcze nigdy tak się nie czułam. Hm, no dobrze. Dnia następnego po imprezie to ja rozumiem. Ale tak normalnie? Od razu zaczęłam się zastanawiać, czy coś dodatkowego mnie nie boli? nie drętwieje? Ale chyba nie. Wiem, że chyba tak jak prawie – robi wielką różnicę. Ale będzie dobrze. W końcu tak długo czekałam na urlop, że nic mi go nie zepsuje.

A tak szczerze, już nie po cichu tylko głośno zastanawiam się czy wyjazd będzie udany. Bo od początku roku mam tak okropnego pecha. Ciągle zaskakują mnie nowe, złe sytuacje, nowe problemy. A taki wyjazd to przecież wystawianie się na problemy, prawda?

 Bo mając takiego pecha jak ja (no chyba, że w końcu pech stwierdził, że jestem nudna i przeskoczył na kogoś innego) to 7 dniowy wyjazd na majorkę może wyglądać tak:

Moja pesymistyczna wizja wakacji 🙂

1. Najpierw opóźnienie odlotu samolotu (mały Miś się nudzi i psuje wszystkie sprzęty dostępne w hali odlotów)

2. Potem wchodzimy do samolotu, ale nie startujemy, bo okazuje się, że jest jakaś awaria samolotu. Każą nam go opuścić (mały Miś wpada w  histerię, bo mama mówiła, że polecimy, a my wysiadamy)

3. Po 30 godzinach oczekiwań wylatujemy szczęśliwi ale umęczeni (mały Miś nie ma już siły łobuzować, duży Misiaczek mówi – mówiłem, że wyjazdy są bezsensu trzeba było zostać w domu 😉 a ja umieram z bólu pleców – jeśli opóźnienie przedłuży się do 40 godzin zdążę wskoczyć do rehabilitanta, żeby mnie naprawił)

4. Samolot może wpaść do morza? oceanu? – nie – zdecydowane nie – jak umierać w wodzie to w nowym stroju kąpielowym

5. Trudności przy lądowaniu

6. Ojej, wylądowaliśmy na majorce, ale niestety nasz bagaż (mój nowy strój kąpielowy) poleciał do Grecji.

7. Hotel jest w trakcie remontu. Prace trwają od 6 do 22. Hałas, kurz. Masakra.

8. Jedzenie jest okropne, pierwszego dnia łapie mnie zemsta Faraona 🙂 Ja wiem, że to raczej w Egipcie, ale z moim szczęściem 🙂 Lepszy Faraon niż GBS 🙂

9. Basen jest malutki, a w morzu kąpać się nie można, bo akurat statek przewożący ropę został uszkodzony i na powierzchni pięknego oceanu pływa sobie przepięknie korolowa plama ropy naftowej.

Co jeszcze okropnego może się przydarzyć? Nie wiem. I nie chcę wiedzieć. Będzie fajnie. Pecha zostawiam tu, na miejscu. Trzymajcie kciuki żebym wróciła cała, zdrowa i zadowolona. Pozdrawiam wszystkich moich stałych czytelników. Do zobaczenia 4 września. Będziecie tęsknić?

Jeden komentarz na temat “W końcu upragnione wakacje”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: