Kochanego ciała nigdy nie dość?

Czy my kobiety zawsze musimy czuć się źle z naszym ciałem? Najczęściej jest go ogólnie za dużo, rzadziej za mało. Czasem tu za dużo (np w biodrach) a gdzie indziej za mało (PIERSI!!!). Większość facetów wogóle nie zauważa tych subtelnych różnic, wałeczków tłuszczu… A jednak my czujemy się z tym źle. Bo to chyba prawda, że dbamy o siebie by podobać się samym sobie 🙂

No właśnie, a ja wymagająca jestem i trudno mnie zadowolić. Jak wyszłam z ośrodka to szalałam po sklepach. Dawno nie kupowany rozmiar 36 znów był idealny dla mnie. Wazyłam tyle ile w liceum i czułam się z tym świetnie. Na ślub psiapsiółki kupiłam sobie super sukienkę rozmiar 34 (w życiu nie byłam się w stanie wcisnąć w 34).  Choroba ma czasem jakieś plusy:) Hm, niestety ma też minusy, bo mój biust zmniejszył się znacznie (czyli prawie wcale go nie było ;)) Cieszyłam się, bo wygrzebałam z szafy różne ciuchy, z którymi związene są super wspomnienia. Czaderskie spodnie, które kupiłam sobie na pierwszą randkę z Misiaczkiem. Kto wie, czy to nie one pozwoliły mi  tak zawrócić mu w głowie 😉 Ale po miesiącu na wolności spodnie stały się ciasne. Ciało zaczęło się z nich wylewać. Wtedy też pomyślałam, że tyję. I że nie jest to pożądane. Zaczęłam ograniczać jedzenie. Wiem, wiem, debilne i nieodpowiedzialne zachowanie. Po takiej chorobie katować organizm. Ale jak nie zjadłam obiadu, to nie przejmowałam się, w końcu rozmiar 36 jest fajny 🙂

Ale potem przyszła infekcja. A po niej obejrzałam film z wesela psiapsiółki – oto ja – sukienka rozmiar 34 a z niej wystają chudziutkie rączki i dwa patyki – nogi. Zero kobiecych zaokrągleń. Co to to nie. Jestem już kobietą dojrzałą i wiem, że ważniejsze od rozmiarów sa kobiece zaokrąglenia. Więc przestałam się ograniczać. Zaczęłam zajadać stres. I to ciastkami, pączkami, drożdzówkami, frytkami, czasem dobrym obiadem, chipsami itp. Ostatnio zaczęły mnie wkurzać wałeczki tłuszczu na moim brzuchu weszłam więc na wagę. O Boże. To było wczoraj. Ale szok trwa do dziś 🙂 przytyłam ponad 8 kg. Nigdy tyle nie ważyłam. Masakra. Stąd postanowienie, by skończyć z chipsami, ciastkami i innymi złymi rzeczami. Oczywiście będę rozsądna, i nie przestanę jeść 🙂 Nie martwcie się. Najpierw zwalczę potwora ciasteczkowego. A potem zobaczymy. Aha i zaczynam ćwiczyć. Dobrze to zrobi moim mięśniom, osłabionym przez GBS,a przy okazji może trochę schudnę. Byle do 60-tki 🙂 Oczywiście w kilogramach, a nie w latach.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: