Noce- największy koszmar

Najgorsze moje wspomnienia wiążą się z nocami w szpitalu.

Od samego początku bałam się nocy. Na początku mogłam ruszać się sama, więc strach związany był przede wszytskim z tym, że dobrze śpię tylko we własnym łóżku (starość nie radość:)) Dobry sen to taki, kiedy czuję się bezpiecznie. Kiedy mój Misiaczek śpi obok, mimo, że zazwyczaj chrapie jak stary dziad. Ale kiedy się budzę, otwieram oczy, to widzę jego i od razu jestem szczęśliwsza. A w szpitalu? Sama, w nowym miejscu, z nowymi chrapiącymi osobami. No cóż. Pierwsza noc. Przytulam się do jaśka przyniesionego z domu. Mija godzina, druga i nic. Proszę pielęgniarkę o tabletkę na sen. Dostaję. I leżę dalej. Kurcze, skończyły mi się tematy do przemyśleń. Proszę o kolejną tabletkę. Zasypiam nad ranem.

Kolejne noce były coraz gorsze. Przestawałam się samodzielnie ruszać. Lekarka przepisała mi rewelacyjne środki nasenne. Takie co mogą powalić konia. Zaczynam od pół tabletki. OOO, coś się dzieje w moim organiźmie. Uczucia prawie jak na dobrej, studenckiej imprezie.Ale mózg nie daje się łatwo wyłączyć. Biorę kolejną połówkę. Tabletki oczywiście. Zasypiam. Budzę się po około godzinie, no może półtorej. Czuję się zdrętwiała. Muszę zmienić pozycję. Sama nie mogę. Cholera jasna. Dlaczego to mnie spotkało. Zanim zawołam pielęgniarki płaczę. Ubolewam nad swoim losem. Modlę się do Boga. W końcu proszę o pomoc. Przychodzi pielęgniarka. Zazwyczaj z kiepską miną. Znowu musi mnie przewracać z boku na bok. Ona chyba myśli, że się nudzę albo wołam ją, żeby zrobić jej na złość. Odchodzi. Ja zasypiam. Na kolejne 1,5 godziny. I tak co noc. Aż wreszcie jedna z pielęgniarek mówi mi w nocy „Musisz wyluzować, bo tak sama sobie nie dajesz szansy na wyleczenie”. Jestem w szoku. Po tylu dniach ktoś z personelu potraktował mnie jak człowieka, nie jak ciało do przerzucania. Odezwał się. Dał mi odczuć, że nadal istnieję. Przestałam płakać w nocy. Prosiłam o pomoc. Stresowalam się, kiedy na nocnym dyżurze były pielęgniarki bez serca.

W ciągu dnia zawsze ktoś przy  mnie był. Rozmawialiśmy z Misiaczkiem, planowałyśmy ślub psiapsiółki, rozmawialiśmy z Tatą o przeprowadzce i o jedzeniu. I o tym, że znany gość zapieprzał nie swoim super autem i miał wypadek. Skasował auto. Sam leży nieprzytomny w szpitalu. Ten to ma fajnie. Przynajmniej sobie zaszalał przed pobytem w szpitalu. Zjawił się w szpitalu na własne żądanie.Z własnej głupoty. A ja? Taki niechciany bonus od życia. Albo zapłata. Za wszystko co mnie w życiu dobrego spotkało. Za boskiego Misiaczka. Za przecudną córkę. Udane życie zawodowe. Eh. Nie ma nic za darmo.

Noce zawsze wyglądały tak samo. Do wyjścia ze szpitala czyli ponad 4 tygodnie. Ok. 21 osoba, która pełniła u mnie służbę wieczorną podawała mi tabletkę i układała mnie do snu. Pamiętacie kochani? Na boczek, jedną noge podwinąć, drugą wyprostować, poduszkę poprawić, zeby nie leżała pod ramionami, jasia dać, ale nie tak! nie pod głowę tylko do przytulenia. A nie udusisz się? pytali wszyscy? Nie! jestem szczęściarą, ale bez przesady. Muszę przecierpieć tego GBSa, a nie uduszę się jasiem i tyle 🙂

Zasypiałam momentalnie. Potem budziłam się jeszcze dwa razy do 24. Potem trzecia pobudka i znowu zbiorowe przerwacanie. Czwarta pobudka była ok. 4, 5. Lezałam wtedy cicho i czekalam na pielęgniarkę z termometrem. Prosiłam ją o podsuwacz. Przy tej okazji mogłam zmienić pozycję. PO termometrach czasem udawało mi się zasnąć. Budziłam się jak szarość przechodziła  w powolną jasność. Muszę wytrzymać. Mój Misiaczek już napewno się obudził. Zaraz się ubierze i do mnie przyjedzie. Jeszcze chwilę. Jeszcze chwilę. OOOO jest. Godz. 7.00 Jestem szczęśliwa, że jest juz przy mnie, że kolejna noc za nami.

a teraz jest już 21.00 idę położyc się we własnym łóżku. Z tym samym jasiem co w spzitalu. Też położę go nie pod głową, tylko zaraz przy twarzy. Nie uduszę się 🙂 Tylko tym razem w każdej chwili moge przytulić się do mojego Misiaczka a w elektrycznej niani słyszę miarowy oddech naszego małego Misia. Ale ze mnie szczęściara. Dobranoc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: