Zakręcone opowieści – Z serii „poszukiwania zaginionej …”

Dziś chciałabym uwiecznić historie ludzi na których natknęłam się na oddziale. Nie miejcie mi za złe, że w pewnych momentach wyśmiewam się z ludzi chorych. Po pierwsze wyśmiewam się też sama z siebie a po drugie nie chcę w tym miejscu opisywać chorób neurologicznych. Jest ich wiele.  Ochydnie odchodzą się z człowiekiem, zabierając mu to co ma najwazniejszego – człowieczeństwo. I chyba nie ma znaczenia czy wyłączają ciało pozostawiając sprawny mózg ( tak jak u mnie) czy wyłączają mózg zostawiając sprawne ciało. Ja chcę tylko przekazać to co widziałam. I jak widziałam. Bo to co widziałam było okropne. GBS jest chorobą szczęściarzy, bo raczej przechodzi, mija, rzadko prowadzi do śmierci. Wielokrotnie leząc w szpitalu marzyłam, żeby zamienić się z inną osobą, żeby nie mieć sprawnego mózgu. Ale wtedy właśnie pielęgniarki tłumaczyly mi, że ja wyjdę ze szpitala. Będę żyła normalnie. A większość osób tu, mimo, że wygladają fizycznie zdrowo, chodza, cieszą się itp. skazana jest na śmierć.

I kiedy tak już żyję na „wolności” staram się nie myśleć czy moi znajomi jeszcze żyją. Pamiętam ich z sytuacji zabawnych, w których zadawałam sobie pytanie – Boże, co ja tu robię? I tak ich teraz opiszę.

Pierwszą moją „przyjaciółką” była Iwonka. Iwonka była niesamowita. Miała ogromne problemy z pamięcią. Rano brała przybory do mycia i szła do łazienki. Chodziła po korytarzu tak długo, aż ktoś jej nie wskazał łazienki. Potem chodziła od pokoju do pokoju i szukała swojego. Nie mogla zapamiętac ani numeru pokoju, ani jego koloru.

Drugiego lub trzeciego dnia mojego pobytu siedziałyśmy sobie z psiapsiółą i zawzięcie rozmawiałyśmy (jakoś tematy nam się skończyć nie mogą mimo, że dyskotujemy regularnie od ponad 20 lat). Przybiega do pokoju starsza pacjentka i mówi do mnie – „Czy w Pani pokoju mieszka ta brunetka w różowym szlafroku?”. Potwierdzam. „To ona chodziła w kółko po korytarzu a teraz poszła w stronę windy”. O Boże, jak wsiądzie do windy to już się zgubi na amen. Muszę pobiec do pielęgniary. O nie. Zapomniałam, ze nie pobiegnę. Nawet nie pójdę. Proszę babkę by sama zawiadomiła pielęgniarkę. Po jakimś czasie pielęgniarka przyprowadza Iwonkę. Ok. teraz będzie spokój. Pogadamy….. Nie, babcia leząca obok się ożywiła. Wstała. Rozgląda się. . Iwonka pyta się czego babcia szuka. Babcia nic. Nadal szuka. Iwonka pyta

– „Może torebki?”

– Tak. Gdzie jest torebka?

Tłumaczymy jej, że torebkę zabrała jej córka. Nie było łatwo jej wytłumaczyć. Zrozumiała. Nadal szuka.

 Wreszcie my  pytamy. Może w czymś pomóc? Babcia kładzie się na podłogę. Zagląda pod łóżko. Boimy się, że babcia się połozy na podlodze i już nie wstanie. Babcia odpowiada”Nie, nie, Ja szukam”. I szuka dalej. W końcu psiapsióła podeszła do babci. I mówi na poczatku uprzejmie”Ja Pani pomogę. Czego Pani szuka”. „Szukam”. Odpowiada babcia. Psiapsióła pyta znowu? kilka razy. Za każdym razem w jej tonie słychać coraz mniej uprzejmości 🙂 a więcej złości. No kurcze, jak można szukać i nie wiedzieć czego? My zdecydowane babki jesteśmy, a tu taka porażka. Jak nie wiem czego szukać to nie szukam. W końcu wzrok psiapsióły pada na leżącą na łóżku kosmetyczkę. OOO, może kosmetyczki Pani szuka? Tak, tak kosmetyczki. Babcia siada w końcu na łózku i zadowolona ogląda kosmetyczkę.

Uspokoiła się. Nie na długo. W nocy obudzil mnie hałas. Otwieram oczy. Babcia szpera w mojej szafce. Czego Pani szuka? – pytam. Portfela. Ale ja nie mam Pani portfela!! Wkurzam się. Robi mi bałagan w szafce. Wynosi moje rzeczy na szafkę do iwonki, Iwonki rzeczy przynosi do mnie. Po co Pani portfel? Potrzebuję. Zaraz zamówię taksówkę i jadę do domu. I cóż – zawolalam na pomoc siostry.

Ślady po babci zostały dużo dłużej niż ona sama. Po kilku tygodniach przeglądałam zasoby mojej szafki i okazało się ze zamiast artukułu, którego szukalam mam kartki, które babcia wyjmowala z szafki Iwonki. Pewnie mój artukuł był u Iwonki 😉 DObrze, że nie trzymałam w szafce kompromitujących materiałów;)

Jeden komentarz na temat “Zakręcone opowieści – Z serii „poszukiwania zaginionej …””

  1. Niestety, w szpitalach można się jeszcze bardziej rozchorować, widząc takie różne scenki i słysząc opowieści z „mchu i paproci” o chorobach nieraz nie dwa mrożących krew w żyłach. Mnie od dawna imają się różne dziwne /na szczęście nie zagrażające życiu/ choroby. W tenże sposób jakoś ten blog stał mi się bliski.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: