Diagnoza – i co dalej?

Pierwsze uczucia to panika, przerażenie. Ja nie wyobrażałam sobie przeżyć choć jednej nocy w szpitalu – z dala od najbliższych. A praca? O Boże? Jestem twarda i zawzięta. Wezmę się w garść i wyrobię się w 2 tygodnie 🙂 Za dwa tygodnie wracam do pracy. Po co rehabilitacja. Bez sensu.

I znów to samo. Diagnozę potraktowałam jak zadanie. Poprzeczkę postawiłam wysoko. Jak zwykle. Tylko nie zauważyłam, że wykonanie tego zadania było niemożliwe.

Dzwonię do przyjaciółki – Co teraz będzie?

Ona mówi: Luz. Odpoczniesz sobie. Weźmiesz do szpitala laptopa, komórkę i będziesz miała biuro w szpitalu.

OOOO fajnie. Też tak można. Ucieszyłam się. Radość nie trwała długo. Następnego dnia przestałam poruszać się samodzielnie. Nie moglabym utrzymać laptopa. Trafić w klawisze 🙂 A łapanie myszki – byłoby całkiem zabawne 🙂 Traf myszką w krzyżyk 🙂 Niby taka łatwa rzecz. każdy z nas robi to tysiąc razy dziennie. Ale gdy nie możesz koordynować ruchów ręki …. Bosko 😉

No dobra. Nie będę pracować. Nie będe też czytać książek, mimo, że chyba z cztery fajne tytuły czekają w mojej szpitalnej szafce. Niestety. Nie utrzymam książki. Nie przewrócę kartki.

To odpocznę sobie. hm, tylko jak odpoczywać, skoro nie wiesz co cię czeka.

OOO, następnego dnia po diagnozie przybiega moja przyjaciółka z wydrukowanym opisem choroby. Przeszukała internet i znalazła. Fajnie. Teraz przynajmniej wiem, że

1. mam wielkie „szczęście” że trafiło na mnie. Prawdopodobieństwo zachorowania jest nikłe 🙂 Już od urodzenia wiedziałam, że urodziłam się w czepku.

2. Że objawy choroby mogą ustępować samoistnie -dobra wiadomość 🙂 mogą, ale nie muszą. Mogą ale po dłuższym czasie.

3. Możliwe jest, że choroba zaatakuje również mięśnie oddechodowe i przestanę samodzielnie oddychać. NIE! NIE ZGADZAM SIĘ! U MNIE TO NIE MOŻLIWE. Nie dopuszczam do siebie tej myśli.

4. Po chorobie część osób wraca w 100 % do zdrowia, u części widoczne są pozostałości GBS.

5. Bardzo rzadko (2 %) zdarzają się nawroty choroby. Gdy zdarzy się nawrót to GBS będzie nawracał częściej.

 

I bardzo dobrze. Wiem już więcej. Mniej się boję. Ale mimo tego jestem załamana. Płaczę i marudzę moim bliskim – weźcie mnie stąd jak najszybciej. Do innego szpitala, gdzieś gdzie będzie ładniej, gdzie pielęgniarki będą miłe, uśmiechnięte. Jestem załamana. Ja – osoba, która nie lubi prosić o pomoc, zosia-samosia, jednostka samowystarczalna muszę prosić o pomoc przy każdej czynności. Przez kilka pierwszych dni, zanim wszystkie pielęgniarki i lekarze mnie poznali muszę tłumaczyć każdej nowej osobie co mi jest. Zabawne są miny personelu, kiedy np. proszę o podanie mi soczku do picia. „Ja mam podać Tobie? Wstyd, żeby taka młoda osoba była tak leniwa” ” Mam GBS, nie mogę złapać kartonika z sokiem, nie mogę go utrzymać – mówię widząc te miny. „Aha, przepraszam, tłumaczy się każdy – widzę taką młodą osobę i dziwię się w czym mam pomóc”. Potem przestają się dziwić. Przychodzą. Niektóre są fajne. Rozumieją, że choroba może spotkać każdego, nawet ich. Porozmawiają, pośmieją się. Traktuja jak człowieka. Inne … szkoda gadać. Ciągle z miną niezadowoloną. Jakby były w szpitalu za karę. No przepraszam – praca to praca. To nie jest tylko wina naszego systemu zdrowotnego. Niektóre osoby nawet gdyby zarabiały trzy razy tyle co teraz nie zaczęłyby traktowac pacjentów jak ludzi.

A ja płaczę i płaczę. Nie mogę się pogodzić z tym co mnie spotkało. Całymi dniami siedzą przy mnie najbliżsi – Mój Kochany Misiaczek i Gosiaczek – psiapsióła od lat 100 😉 rodzice, drudzy rodzice (teściowie).

W końcu przestaję płakać. W dużej mierze dzięki dwóm osobom. Pewna pielegniarka, która na nocnym dużurze widziala, że płaczę powiedziała mi: „Musisz wyluzować dziewczyno. Organizm musi się zregenerować, układ nerwowy zwłaszcza. A Ty musisz odpuścić”. I postarałam się. Zmniejszyć stres. Zmienić  podejście.

A Pani Ela – rehabilitantka przy naszym pierwszym spotkaniu powiedziała „Dziewczyno, ja się boję, że nie dasz rady. Że w połowie leczenia się załamiesz”. I to było dobre. Zadziałało lepiej niż immuglobuliny – jak to ja? nie dam rady:) ja się załamię? Zobaczysz, że się zdziwisz…. baaardzo 🙂

 

Jeden komentarz na temat “Diagnoza – i co dalej?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: